Wiem to z Waszych pytań o niego i reakcjach na zapowiedzi tego wpisu na Instagramie – instagram.com/happyrabbit_blog/. To właśnie tam pomogliście mi wybrać kryteria oceny oraz formę tego wpisu za co bardzo Wam dziękuję.
Poniższe kremy z filtrem testuje od kilku miesięcy w różnych konfiguracjach, pierwsze testy zaczęłam około grudnia 2020. Każdy z nich stosowałam co najmniej 2/3 tygodnie, z różnymi kosmetykami pod nimi, różnymi podkładami na nich, przy różnym stanie mojej cery i pogodzie.
Jaką ilość filtra stosuję? Mam dużą twarz, u mnie jest to 0,9 g. Do tego zawsze dodaję ok 0,1g, ponieważ część kremu zostaje na dłoniach.
Tak wygląda porównanie tych filtrów w tabelkach, lecz by uniknąć błędnych interpretacji tych danych i aby dodać więcej informacji, poniżej postanowiłam napisać jeszcze standardowe recenzje tych kremów z filtrami, które mogą Wam pomóc w wyborze.
Większość tych produktów podlinkowałam linkami afiliacyjnymi. Oznacza to, że jeśli je kupisz przechodząc przez te linki (bez cashbacków i innych wtyczek „przejmujących” kliknięcie), otrzymam niewielką prowizję. Cena produktów dla Was nie ulegnie zmianie, a dzięki temu możecie pomóc mi w utrzymywaniu działalności Happy Rabbit!

To pierwszy, i jak dotąd jedyny krem z filtrem mineralnym, który polubiłam. Marka w tym kremie zastosowała dyspersje tlenku cynku, dzięki czemu formuła kosmetyku nie jest bardzo tłusta i nie bieli skóry. Wchłania się w około 10 minut i można bez problemu nakładać makijaż. Lubię go używać także w dni, kiedy się nie maluje, ponieważ twarz się nie świeci, bardzo ładnie wygląda. Zwykle pod niego nakładam jedynie tonik i lekkie wodne serum, nie potrzebuję dodatkowego kremu na dzień.
Niestety z tym kremem wiążą się kontrowersje. U mnie zachowuje się idealnie, mam to opakowanie ok pół roku (już się kończy), używałam go z nawet kilkumiesięcznymi przerwami. Niestety kilka dziewczyn z Instagrama, które miały pierwsze partie, ma problemy z konsystencją po przerwie w używaniu (możecie to zobaczyć m.in w zapisanych relacjach u Marty @szlajamsiepodrogeriach)
Link do sklepu

Naprawdę się cieszę, że firmy produkujące kosmetyki naturalne zaczynają się otwierać na stosowanie filtrów chemicznych w swoich kosmetykach, mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej.
Nowy filtr chemiczny ASOA otrzymałam od marki do przetestowania przedpremierowo (niezobowiązujący PR), jeszcze nie mam oficjalnej wersji opakowania, więc na razie na zdjęciu widzicie prototyp.
Zgodnie z deklaracją firmy ten produkt ma wykazywać szeroką ochronę w przed promieniowaniem UVA oraz UVB, ma też składniki pielęgnujące cerę jak np. niacynamid. Jest dość bogaty, gdy moja cera jest w dobrej kondycji, nie potrzebuje pod niego żadnego dodatkowego serum lub kremu nawilżającego.
Krem ma dość lepką konsystencje. Trzeba poświęcić kilka minut by go dobrze rozsmarować na skórze, dodatkowo lepi się na twarzy. Jeśli nie stosujecie makijażu, to może nie być kosmetyk dla Was. Dla osób, które nakładają makijaż może być świetną bazą, ponieważ podkład się ładnie do niego przyczepia.
Link do sklepu

Muszę przyznać, że ten krem z filtrem to pierwszy kosmetyk Bielendy, który kupiłam jeszcze przed ogłoszeniem, że ta marka spełnia kryteria braku powiązań z testami na zwierzętach Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa, ponieważ słyszałam o nim wiele dobrego i kosztował niecałe 15 złotych.
Jest bardzo przyjemny. Łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, jest lekki i zostawia zdrowe, półmatowe wykończenie.
Moją cerę trochę za mało nawilża, więc stosuję pod niego serum lub krem, sądzę, że dla osób mających skóry tłuste może być dobrym, wystarczającym, kremem na dzień.
Link do sklepu

Niestety jest to najgorszy krem z filtrem jaki miałam od lat. Próbowałam go nakładać na różne sposoby – warstwami, wklepując, smarując, ale nie byłam w stanie zaaplikować poprawnej ilości tak by się nie rolował. Testowałam go też z samym tonikiem, kilkoma serum, kremami, nic nie pomogło. Najmniej się rolował na gołej twarzy, lecz w tym rozwiązaniu był dla mnie za mało nawilżający.
Kolejne problemy to brzydko wyglądający i nietrwały makijaż. Próbowałam z wieloma podkładami, nie działało. Jakby tego było mało, podczas treningu spływa z potem i zostawia białe ślady, osadza się na brwiach.
Czy ma zalety? Tak, lubię jego właściwości pielęgnacyjne. W składzie ma 2% niacynamidu, jego działanie jest wyczuwalne.
Link do sklepu

Przyjemny, dobrze nawilżający krem. Myślę, że może się sprawdzić u osób mających cery suche, dojrzałe, normalne. Mojej mieszanej też pasuje.
Nie mam problemów z nałożeniem na niego makijażu, wręcz się bardzo ładnie przyczepia. Niestety moja cera się dość mocno świeci po kilku godzinach.
Warto zauważyć, że jest najtańszy z całego zestawienia!
Link do sklepu

Myślę, że ten fluid przeciwsłoneczny to kosmetyk, który albo się kocha, albo się go nienawidzi. Z jednej strony ma przyjemną konsystencję, dość szybko się wchłania, nie jest lepki, nie bieli. Z drugiej ta konsystencja i lekkość są zapewne możliwe dzięki alkoholowi denaturowanemu w składzie, a ten surowiec wielu osobom nie odpowiada.
W mojej ocenie warto pod fluid nałożyć kosmetyk nawilżający, w zależności od indywidualnych preferencji. Ładnie się na nim utrzymuje makijaż. Jego wadą jest mocne szczypanie w oczy.
Link do sklepu

Używam tego filtra od ponad roku na twarz i całe ciało i go uwielbiam najbardziej na świecie!
Jest bardzo tani – w wersji 90 ml w promocji można go często kupić nawet za 10-12 zł, duży 175 ml za około 20 zł (link do sklepu). Ja mam zawsze obie pojemności, mały do twarzy, do torebki i zdjęć na Insta, a duży do całego ciała.
Emulsja jest świetnym kremem nawilżającym i filtrem w jednym. Bez żadnych problemów mogę nałożyć poprawną ilość, rozsmarowywanie jej trwa niecałą minutę, ona w 10-15 minut się w większości wchłonie i mogę nakładać makijaż.
Kosmetyk daje efekt ładnej, nawilżonej skóry, i jednocześnie się nie lepi, więc jest super też na całe ciało. Świetnie wygląda po reaplikacji. Dobrze się na nim utrzymuje makijaż.
Pieczenie w oczy jest minimalne, występuje tylko gdy nałożę go też na rzęsy i fizycznie się dostanie do oka.
Link do sklepu

To jest najlżejszy nawilżający krem z filtrem z tego zestawienia. Ma konsystencję lekkiego kremu nawilżającego, bez żadnych problemów można go rozetrzeć na skórze, dla mnie jest bardzo dobrą bazą pod makijaż.
Uważam, że to może być rewelacyjny krem dla osób, które jeszcze nigdy nie używały filtrów do twarzy i szukają czegoś, co najbardziej będzie przypominało standardowy krem albo dla osób nielubiących typowych filtrów.
Będzie super nawet dla osób, które nie noszą makijażu, ponieważ się nie lepi, jego wykończenie to zrównoważony glow.
Myślę, że skóry suche mogą wymagać dodatkowego kremu nawilżającego, dla mieszanych i tłustych może być w sam raz, ale to tak naprawdę każda osoba musi indywidualnie dopasować nie tylko do samego rodzaju skóry, ale też do aktualnego stanu cery.
Link do sklepu

Mamy tu do czynienia z filtrem mineralnym, który jest nawet spoko, odpowiada mi dużo bardziej niż wiele innych naturalnych kremów z fizyczną ochroną jakich używałam w przeszłości.
Zaraz po aplikacji skóra jest sino biała, lecz po 15 minutach na mojej jasnej karnacji żadnego bielenia nie widać, sprawdzałam u koleżanki, która ma ciemniejszą skórę – u niej bielenie było minimalne.
Trzeba poświęcić nieco więcej czasu na jednolite rozsmarowanie tego kremu, daje bardzo błyszczące wykończenie, ale co ciekawe – prawie się nie lepi. Pierwsza aplikacja wygląda dobrze, nawet na kremie bądź serum, podczas reaplikacji lubi się rolować i osadzać np. na brwiach.
Nie lubię go używać do ciała, ponieważ na ciele mi ten błysk przeszkadza, mam też wrażenie, że on się osadza na ubraniach. Na twarzy jest okej, makijaż się trochę szybciej wyświeca i nie jest aż tak trwały jak bym chciała, myślę, że u osób mających cery suche nie będzie tego problemu.
Link do sklepu

Jeśli szukacie prawdziwie matującego kremu z filtrem to ten powinien się u was sprawdzić. Na skórze zachowuje się jak matująca baza pod makijaż, ten mat jest bardzo mocny, zwęża optycznie pory.
Myślę, że dla osób mających skóry tłuste może być dobry, ale podczas używania go trzeba pamiętać by mocno nawilżać skórę. Ja mam cerę mieszaną, dla mnie jest za bardzo matujący i wysuszający.
Może być fajny dla mężczyzn / osób z zarostem, ponieważ nie spływa ze skóry, nie osiada na zaroście. Osoby, które się nie malują, a lubią gdy ich skóra jest matowa, też mogą być zadowolone.
Link do sklepu

Główną zaletą tego kremu jest to, że daje szeroko działające spektrum działania. Producent deklaruje ochronę SPF 50+, PPD30, IR (podczerwienią) oraz HEV (światłem widzialnym). To najwyższa i najbardziej szerokopasmowa ochrona wśród wszystkich wegańskich i cruelty free kremów z filtrem dostępnych w Polsce.
Kosmetyk ma bardzo gęstą konsystencję. Zaraz po aplikacji efekt na skórze jest tłusty i lepki, lecz po 10-15 minutach u mnie się wchłania i spokojnie mogę nałożyć makijaż. Na początku mocno bieli, po kilkunastu minutach po bieleniu nie ma śladu. Trzeba zwracać uwagę by go dobrze rozsmarować w okolicach brwi i włosów na twarzy, ponieważ czasami się między nimi zbiera.
Bardzo Wam go polecam jeśli szukacie bardzo stabilnego, wodoodpornego filtra dającego szeroką ochronę. Będzie świetnie chronił osoby mające I lub II fototyp skóry, wszystkich po mocnych zabiegach, podczas kuracji substancjami fotouwrażliwiającymi jak niektóre kwasy lub retinol.
Link do sklepu
Mam nadzieję, że post z recenzją i porównaniem wegańskich i cruelty free kremów z filtrem SPF50 Wam się przydał!
Dajcie znać co myślicie o tych produktach.
Miłego dnia!
Ewa
