Strona główna Blog Strona 15

CO MYŚLĘ O YOPE? SZAMPONY, ODŻYWKI, MYDŁA, BALSAMY

Lubicie markę Yope? Ja tak, chociaż w przeszłości było różnie. Mniej więcej od roku, czyli czasu gdy firma odpowiedziała na moje pytania związane z testami na zwierzętach i zmieniła cyrkowe opakowania produktów (zdarza się jeszcze, że w niektórych sklepach są stare, ale marka produkuje już tylko nowe wersje opakowań), testuje ich kosmetyki dość intensywnie. Bo mają ciekawe formuły, są dobrze dostępne i przystępne cenowo. 
Zacznijmy od w miarę nowej serii kosmetyków do włosów. Kilka miesięcy temu, zaraz po ich premierze, kupiłam szampony i odżywki z dwóch serii – Mleko Owsiane oraz Świeża Trawa.

Nie do końca wiem jak ocenić szampon Mleko Owsiane. Z jednej strony pierwszym detergentem w nim jest dość mocny związek Ammonium Lauryl Sulfate, z drugiej, w praktyce działanie szamponu jest bardzo delikatne. Dla mnie aż za delikatne…Ten szampon się bardzo słabo pieni, nie przeszkadza mi to, jestem przyzwyczajona do naturalnych szamponów. Moim problemem jest bardzo mała wydajność szamponu. Musiałam użyć bardzo dużej ilości żeby domyć włosy (na początku używałam standardowej porcji, ale nie czułam aby myła ona dobrze skórę głowy). Dodatkowo, zwykle myję głowę co drugi dzień, a w czasie używania szamponu Yope Mleko Owsiane musiałam to robić codziennie, ponieważ już po jednym dniu moje włosy były dość mocno przetłuszczone. Kosmetyk nie przesuszył mi skóry głowy ani nie wywołał łupieżu co jest jego wielkim plusem.
Wzmacniająca odżywka z serii Mleko Owsiane w swoim składzie ma i emolienty, i humektanty, i proteiny roślinne, więc można ją zakwalifikować jako PEH. Włosy po zastosowaniu tej odżywki są bardzo miękkie, gładkie, idealnie się rozczesuję oraz są dociążone. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie nakładać jej za blisko skóry głowy, bo może za bardzo obciążyć włosy. Na uwagę zasługuje też fakt, że mimo protein pszenicy wysoko w składzie, nawet używana codziennie nie przeproteinowała moich włosów. Odżywka jest zgodna z metodą Curly Girl.

Odświeżający szampon Świeża Trawa też jest dla mnie zagadką. Tutaj podstawowym detergentem jest delikatny glukozyd kokosowy (Coco-Glucoside)  a mam wrażenie, że myje włosy dużo lepiej niż szampon z serii Mleko Owsiane. Może to zasługa dodatku soli morskiej. Ciekawa jest też obecność soku z aloesu na trzecim miejscu w składzie.Ten szampon również nie jest bardzo wydajny, ale używając go spokojnie mogę myć włosy co dwa dni. Dużo lepiej odświeża skórę głowy. Produkt nie powodował żadnego dyskomfortu na skórze głowy ani łupieżu.
Wiele osób skarży się na jego zapach, który rzeczywiście daje zielskiem, ale mi się to bardzo podoba. Chociaż weźcie pod uwagę to, że mi mało jaki zapach kosmetyku przeszkadza. Nie jestem w stanie znieść chyba tylko samego oleju neem.
Odżywka Świeża Trawa jest humektantowo-emolientowa. Jest bardzo lekka, niby idealna dla moich cienkich włosów. Czasami efekt jest cudowny, włosy są idealnie sypkie i gładkie, a czasami gdy wilgotność powietrza jest duża, moje włosy się mocno puszą. Jest to całkowicie normalne po zastosowaniu kosmetyków humektantowych, więc używanie takich kosmetyków do włosów wymaga od nas zwracania uwagi na prognozę pogody. Ja często o tym zapominam, więc efekt po odżywce z tak dużą ilością substancji nawilżających jest zwykle dla mnie niespodzianką. Jeśli macie cierpliwość do tego, aby dostosować pielęgnację do warunków atmosferycznych i cienkie włosy, ta odżywka może być dla Was hitem. Odżywka jest zgodna z metodą Curly Girl.
Jak widzicie, może to trochę niezgodne z koncepcją Yope, ale dla mnie najlepszą kombinacją jest szampon z serii Świeża Trawa i odżywka Mleko Owsiane 🙂

Kultowe w świecie kosmetycznym są już mydła w płynie Yope, czyli pierwsze produkty tej marki. Są to oczywiście mydła jedynie z nazwy, nie zawierają w składzie tłuszczów zmydlonych wodorotlenkiem sodu bądź potasu, a dość łagodne detergenty, więc nie działają agresywnie na skórę, jednocześnie dobrze ją myjąc. 

Bardzo lubię wszystkie „mydła” Yope, i z serii standardowej i tej dla dzieci. Producent ma w ofercie wiele zapachów więc każdy znajdzie coś dla siebie!

Z oferty Yope używałam też balsamy do rąk i ciała z serii Figa oraz Wanilia. Oba miały bardzo przyjemne zapachy. Balsamy nawilżają skórę i szybko się wchłaniają. Pech chciał, że używałam tych kosmetyków w zimie i wtedy ich działanie odżywcze i nawilżające było dla mnie trochę za słabe, latem zdecydowanie bardziej bym je polubiła. Widziałam, że przed chwilą firma wypuściła bogate masła do ciała, myślę, że będą one dla mnie lepsze na zimniejsze miesiące. Na pewno je kupię jak tylko będę miała okazję.
Dajcie znać jakie kosmetyki Yope lubicie najbardziej 🙂
Miłego dnia!
Ewa

EKOPOLKA.PL – LISTA FIRM CRUELTY FREE

Ekopolka.pl to kolejny sklep z ciekawym asortymentem oraz dużym wyborem naturalnych i wegańskich kosmetyków. Wiem, że lubicie takie listy, więc przedstawiam Wam kolejne zestawienie marek, które nie mają powiązań z testami na zwierzętach i można kupić ich produkty w drogerii internetowej ekopolka.pl. 
Jak zawsze na liście są jedynie firmy-, które spełniają moje wymagania odnośnie statusu cruelty free i zostały sprawdzone przeze mnie, Kasię z Pink Mink Studio bądź Logical Harmony 🙂
Dajcie znać, asortyment jakiego sklepu mam sprawdzić następnym razem 🙂
Miłego dnia!
Ewa

*To nie jest wpis sponsorowany, ale zawarte są w nim linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli kupisz coś po kliknięciu w podany odnośnik, dostanę z tego tytułu niewielką prowizję. Cena produktów nie ulegnie zmianie.

WEGAŃSKIE I CRUELTY FREE PASTY DO ZĘBÓW / LISTA 2020

Pasty do zębów potrzebuje każdy, dlatego możecie się dziwić, dlaczego ponad dwa lata zwlekałam z przygotowaniem listy wegańskich i nietestowanych na zwierzętach past do zębów. No cóż, nie chcę polecać Wam produktów, które w mojej (i każdego dentysty, u którego byłam przez 25 lat) mogą nam szkodzić. Dla jasności – piszę o pastach do zębów BEZ fluoru. Ja nie używam takich past, nie polecam ich i nie radzę Wam ich używania (z wyjątkiem osób uczulonych na fluor), ale wiem, że gdybym je pominęła na liście pojawiłoby się mnóstwo pytań, skarg i zażaleń. Tym bardziej, że większość firm cruelty free dostępnych na naszym rynku pozycjonuje się w kategorii „kosmetyków naturalnych” i z powodu nastawienia części ich grupy odbiorców nie stosuje fluoru. 
W związku z tym, obok każdej pasty do zębów bez fluoru umieściłam ostrzeżenie „uwaga! nie zawiera fluoru”, mam nadzieję, że pomoże Wam to w wyborze. 
Jak zawsze na liście są jedynie firmy, które spełniają moje wymagania odnośnie statusu cruelty free i zostały sprawdzone przeze mnie, Kasię z Pink Mink Studio bądź Logical Harmony 🙂
AKTUALIZACJA 15-09-2020
🦄 Jednorożcem zaznaczyłam firmy, które są słabo dostępne w Polsce, ale można je zamówić z zagranicznych sklepów internetowych, bywają też w TK Maxx.
 🦄 AUROMERE:
ALTERRA:
 🦄 DESERT ESSENCE:

EXPERT ON  (Torf Corporation):

GREEN PEOPLE:
 🦄 INTELCALC (Torf Corporation):
NATURE ON (Torf Corporation):
 🦄 NOW FOODS:
PROKUDENT:
TOŁPA (Torf Corporation):
Które wegańskie pasty do zębów z tej listy możecie polecić?
Miłego dnia!
Ewa

Zobacz też:

*Część linków w tym poście to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli kupisz coś po kliknięciu w podany odnośnik, dostanę z tego tytułu niewielką prowizję. Cena produktów nie ulegnie zmianie. To nie jest wpis sponsorowany.

WEGAŃSKIE PŁYNY MICELARNE ZERO WASTE / POLNY WARKOCZ I ONLYBIO


Cześć! 
Od dawna dostaję od Was wiadomości z prośbami o wpis z listą wegańskich kosmetyków, które jednocześnie będą przyjazne ruchowi ZERO WASTE czy LESS WASTE, zauważyłam też, że coraz więcej takich pytań pojawia się w naszej grupie Kosmetyki Bez Okrucieństwa. Taki ogólny wpis na razie nie powstanie, ponieważ sama ciągle edukuję się w tym temacie i sama szukam sposobów na to, by nie tonąć w odpadach i jednocześnie zachować higienę oraz dbać o zdrowie skóry. 
Dzisiejszy wpis poświęciłam mojej opinii o dwóch wegańskich płynach micelarnych w szklanych opakowaniach, które producenci, czyli Laboratorium Cosmeceuticum (Polny Warkocz) oraz Laboratorium Naturella (OnlyBIO) nie mają powiązań z testami na zwierzętach i spełniają wszystkie moje kryteria w tym zakresie.


Oba kosmetyki, i płyn micelarny OnlyBio, i Rumiankowa Esencja Micelarna Polny Warkocz, są produktami bardzo delikatnymi. Nie podrażniają moich bardzo wrażliwych oczu ani twarzy. Muszę powiedzieć, że nie są to odkurzacze, które w dziesięć sekund będą w stanie usunąć każdy makijaż, ale bez problemu radzą sobie z moim codziennym makijażem, czyli jasnymi cieniami do powiek, tuszem do rzęs i lekkim podkładem. Trudności pojawiają się, gdy chcemy nimi zmyć wodoodporne tusze, eyelinery lub mocno zastygające podkłady (np. Catrice HD Liquid Coverage). Myślę, że jeśli nie nosicie na co dzień takich kosmetyków, to te dwa płyny micelarne się u Was sprawdzą. 
Chciałabym jeszcze poruszyć kwestię opakowań. Oba są wykonane z ciemnego szkła, butelka produktu OnlyBIO jest zmatowiona. Od kiedy mam te płyny zastanawiam się, które opakowanie będzie łatwiejsze w recyclingu. Wydaje mi się, że to z Polnego Warkocza, ponieważ jest to tylko szklana butelka z małym plastikowym korkiem. Butelka płynu OnlyBIO zawiera pompkę, która sama w sobie jest dość duża i jest zrobiona z dwóch rodzajów plastiku, plus ma w środku elementy metalowe. Jeśli się na tym znacie lepiej ode mnie, proszę napiszcie mi jak jest naprawdę 🙂
Ja działanie tych płynów micelarnych oceniam tak samo dobrze. Podoba mi się też to, że są coraz lepiej dostępne i nie są bardzo drogie – Polny Warkocz kosztuje ok. 10 złotych / 100 ml a OnlyBIO ok. 25 zł / 250 ml.
Co myślicie o tych produktach? 
Może znacie jeszcze jakieś wegańskie płyny micelarne w szkle, które są produkowane przez firmy niemające powiązań z testami na zwierzętach?
Miłego dnia!
Ewa 
Zobacz też:

*To nie jest wpis sponsorowany, ale zawarte są w nim linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli kupisz coś po kliknięciu w podany odnośnik, dostanę z tego tytułu niewielką prowizję. Cena produktów nie ulegnie zmianie.

SUPERPHARM – LISTA FIRM CRUELTY FREE 2021

Cześć!
Listę firm cruelty free, które są dostępne w sieci drogerii Superpharm chciałam przygotować od kiedy zobaczyłam, że otworzyli swój sklep internetowy, dzięki czemu właściwie każdy może skorzystać z promocji i zrobić tam zakupy. Dziś ją publikuję, ponieważ zaczął się tam tydzień naprawdę fajnych promocji i mam nadzieję, że to zestawienie pomoże Wam w ewentualnych zakupach 🙂
Żadna z niżej wymienionych firm nie ma powiązań z testami na zwierzętach, spełnia moje oraz stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa wymagania cruelty free, czyli:
  • Nietestowanie gotowych kosmetyków na zwierzętach na żadnym etapie produkcji; 
  • Niezlecanie testów na zwierzętach innym podmiotom; 
  • Nietestowanie na zwierzętach składników produktów i niezlecanie takich testów; 
  • Sprawdzanie całościowej polityki dostawców surowców i posiadanie oświadczeń potwierdzających, że nie przeprowadzają oni żadnych testów na zwierzętach i nie zlecają żadnych testów na zwierzętach;
  • Nieobecność stacjonarna na rynku chińskim (z wyjątkiem Hongkongu); 
  • Brak powiązań z firmami, które nie spełniają powyższych kryterió
Wszystkie z nich zostały sprawdzona przeze mnie, Stowarzyszenie Kosmetyki Bez Okrucieństwa, Kasię PINK MINK Studio lub Logical Harmony. 
Serdecznie Was zapraszam do śledzenia działalności Happy Rabbit na Instagramie – https://www.instagram.com/happyrabbit_vegan/. Publikuje tam sporo list i infografik oraz dużo stricte kosmetycznych treści. 

AKTUALIZACJA 3-02-2021

Które z tych firm lubicie najbardziej?
Miłego dnia!
Ewa
Wpis powstał dzięki wsparciu Patronek i Patronów z Patronite. Możesz do nich dołączyć tutaj: https://patronite.pl/HappyRabbit
Bardzo dziękuję za wsparcie: Celinie, Martynie, Anecie, Natalii, Barbarze, Karolinie, Monice, Agacie, Natalii, Iwonie, Alicji, Darii, Oldze, Klaudii, Edycie, Marcie, Marice, Katarzynie, Dominice, Magdalenie, Alicji, Marcie, Laurze, Weronice, Markowi, Kasi, Martynie, Weronice, Monice, Natalii, Asi, Renacie, Julii, Joannie, Magdalenie, Magdzie, Mlwie, Honoracie, Dagmarze, Arnice, Patrycji, Adriannie, Katarzynie, Paulinie, Małgorzacie, Aleksandrze, Jagodzie, Angelice, Dagmarze, Weronice, Magdzie, Annie, Justynie, Danieli, Klaudii oraz Julii 🙂
Zobacz też:
""""

NAJLEPSZE WEGAŃSKIE KOSMETYKI Z ROSSMANNA #1

Rossmann jest prawie wszędzie. Jest to sieć drogerii, która jest najbliżej miejsc, w których często bywam – jeden obok pracy, obok drugiego przechodzę codziennie idąc na przystanek autobusowy, trzeci w centrum miasta, kolejne są w prawie każdej galerii handlowej. Z tego powodu to właśnie tam kupuję zdecydowaną większość podstawowych kosmetyków, dobrze znam i od lat używam wiele produktów ich marek własnych, więc postanowiłam opowiedzieć Wam o tych, które uważam za warte polecenia. 

Wpisów z tej serii na pewno będzie kilka, mam nadzieję, że uda mi się nimi udowodnić, że wegańskie kosmetyki nie muszą być drogie i ekskluzywne, bo jak wiemy produkty z marek własnych Rossmanna są jednymi z tańszych na rynku 🙂


Płyn micelarny Isana Clean+Care
Na pierwszy ogień pójdzie kosmetyk, o którym niedawno pisałam w poście o ulubieńcach 2018 roku, czyli płyn micelarny Isana Clean + Care. Ma prosty skład, rewelacyjnie radzi sobie ze zmyciem mojego codziennego makijażu, czyli lekkiego podkładu, korektora, brązera, maskary i jasnych cieni. Można nim też usunąć mocniejsze kosmetyki takie jak eyeliner lub zastygający podkład w stylu Catrice HD Liquid Coverage, lecz trwa to trochę dłużej. Mam wrażliwe oczy, ale ani razu ich nie podrażnił, na twarzy też nie zauważyłam żadnej negatywnej reakcji. 
Mydło w piance Isana Cream Peach
„Mydło”, które nie zawiera mydła w formie lekkiej pianki, która stała się w ostatnim czasie moim ulubionym kosmetykiem do mycia całego ciała! Kosmetyk ten jest oparty na bardzo delikatnych środkach myjących, które nie naruszają bariery ochronnej skóry, nie powodują jej przesuszania. Zawiera też nawilżającą glicerynę oraz wygładzający ekstrakt z owoców brzoskwini. Cream Peach jest puszystą ale jednocześnie lekką, delikatną pianką. Nie jest super wydajna, do umycia dużej powierzchni musimy nabrać kilka porcji produktu. Mi to nie przeszkadza, ponieważ kosmetyk kosztuje około 6 złotych, ale dla Was może to być wada. 
Testowałam tę piankę na chyba każdy możliwy sposób. Idealnie mi się sprawdza do mycia całego ciała, mam też jedno opakowanie przy zlewie w kuchni do mycia rąk. Przez kilkanaście dni używałam jej do oczyszczania twarzy, gdzie spisała się bardzo dobrze, lecz znam lepsze kosmetyki. Chociaż ze znanych mi produktów do mycia twarzy, które kosztują mniej niż 10 złotych, ta pianka wypada chyba najlepiej. 
Na wspomnienie zasługuje też delikatny lecz naturalny i soczysty zapach dojrzałej brzoskwini. 
Jeśli lubicie bardzo mocno myjące produkty, ta pianka nie będzie kosmetykiem dla Was. 
Płyn do higieny intymnej Facelle Sensitive
Kolejny uniwersalny kosmetyk myjący oparty na delikatnych detergentach, który przez wiele osób jest używany jako żel do mycia całego ciała, włosów i nawet twarzy. Ze wszystkich wersji płynów do higieny intymnej Facelle, wersja Sensitive jest moją ulubioną. W jego składzie znajdziemy substancje nawilżające takie jak mocznik, sorbitol i ekstrakt z awokado oraz łagodzący ekstrakt z rumianku. 
Jest to przezroczysty żel, dość dobrze się pieni. Ma bardzo przyjemny, kobiecy delikatny zapach. Na co dzień używam go zgodnie z zaleceniami producenta, czyli jako płynu do higieny intymnej. Spisuje się genialnie – delikatnie myje, nie podrażnia i nie przesusza okolic intymnych. Zdarza mi się też na wyjazdach używać tego płynu do całego ciała i do mycia włosów. Ciało myje rewelacyjnie, jeśli chodzi o włosy, co jakiś czas jest dla mnie okej, lecz moja skóra głowy jest trudna i nadwrażliwa, więc długotrwałe używanie spowodowało u mnie atak łupieżu. 

Oliwka pielęgnacyjna Babydream Mamas
Bardzo lubię rossmannowe oliwki do ciała, zarówno te dla dzieci, jak i wersję dla mam. Mają fajne  naturalne składy, rewelacyjnie natłuszczają ciało po kąpieli i również mają dość szerokie zastosowanie. Oliwka dla mam ma zapobiegać powstawaniu rozstępów ciążowych, czego nie zweryfikuję bo nigdy w ciąży nie byłam i przez najbliższe kilkanaście lat nie zamierzam być. W jej składzie znajdują się same oleje – sojowy, ze słodkich migdałów, słonecznikowy, makadamia i witamina E. Oprócz natłuszczania ciała, często używam jej do olejowania włosów, czasami mieszam ją z kawą albo cukrem by powstał peeling, nawet zdarzało mi się zmywać nią makijaż. 
Odżywka do włosów Isana Silky Gloss
Przetestowałam wszystkie wegańskie odżywki i maski do włosów, które znajdują się w asortymencie marek własnych Rossmanna, wiele z nich jest super, więc we wpisach tej serii opiszę Wam większość. Jako pierwsza będzie nabłyszczająca odżywka Silky Gloss, jedyna wegańska opcja, którą można nazwać odżywką proteinową dzięki zawartości protein pszenicy. Z tego powodu używałam jej tylko co 3-4 mycia aby nie przeproteinować włosów. 
Odżywka jest bardzo lekka, wygładza i nabłyszcza włosy. Dzięki niej stają się miękkie i łatwo się rozczesują. Mogłaby je trochę bardziej dociążać, ale z tym radzi sobie serum silikonowe, które i tak zwykle nakładam by zabezpieczyć końcówki włosów. Używana co kilka myć nie powoduje puszenia się włosów
Doszły mnie też słuchy, że ta odżywka jest zgodna z metodą Curly Girl 🙂 
Pasta do zębów Alterra MIĘTA BIO
Ostatnia na dziś jest dość kontrowersyjna pasta do zębów z linii Alterra. Dlaczego kontrowersyjna? Bo przez jej smak albo się ją kocha albo nienawidzi. I zawiera fluor, co też jest dla niektórych osób problemem. No cóż, dla mnie problematyczne są pasty bez tego składnika i takich nie kupuję.  
Ja nie przepadam za ostrym i intensywnie miętowym smakiem past do zębów, jak mi się taka trafia to ją zużywam, ale nie jest to dla mnie wielka przyjemność. Pasta Alterra ma bardzo delikatny smak, mięta jest mało wyczuwalna. Bez żadnych problemów mogę nią myć zęby zalecane przez mojego dentystę 2-3 minuty bez pieczenia w jamie ustnej. Nie podrażnia dziąseł i pomogła mi w łagodzeniu nadwrażliwych zębów. W duecie z płynem do płukania ust z tej linii sprawdza się świetnie. Jeśli macie podobne preferencje, myślę, że ta pasta Wam się spodoba. 
Dajcie znać co myślicie o takiej serii i jakie są Wasze ulubione wegańskie kosmetyki z sieci drogerii Rossmann 🙂

Miłego dnia!
Ewa

Zobacz też:



NAJLEPSZA DZIESIĄTKA W 2018 ROKU

Może, patrząc na trend pokazywania w internecie kilkudziesięciu „ulubieńców” miesięcznie, jestem dziwna, ponieważ, gdybym miała robić takie wpisy co 30 dni, pokazywałabym tam może jeden, góra dwa kosmetyki. No cóż, z racji tego, że moja skóra jest kapryśna i nie zmieniam za często kosmetyków do makijażu, stosunkowo rzadko trafiam na nowości, które zachwycają mnie na tyle, żeby określić je mianem ulubionych. Dlatego w tym roku udało mi się zebrać jedynie 10 produktów, lecz mogę Wam je polecić z czystym sumieniem 🙂 

Oczywiście ulubieńcy zeszłego roku są nadal aktualni, większość z nich ciągle mieszka w moich szafkach, możecie o nich przeczytać TUTAJ
Oczywiście wszystkie kosmetyki w tym wpisie są wegańskie a ich producenci nie mają powiązań z testami na zwierzętach!

Nie spodziewałam się, że dezodorant może działać aż tak dobrze! Jako wierna fanka antyperspirantów (kosmetyków blokujących wydzielanie potu) zawsze trochę obawiałam się, że w trzydziestostopniowym upale nic innego nie zadziała a testów dezodorantów (produktów neutralizujących zapach potu) się bałam się z powodu potencjalnego przykrego zapachu w ciągu dnia. Niestety jest niewiele firm niemających żadnych powiązań z testami na zwierzętach i jednocześnie produkujących antyperspiranty, więc w asortymencie marek spełniających moje wymagania bycia cruelty free nie znalazłam produktu dobrze działającego na mnie. 
Od lipca testuję dezodoranty Pony Hütchen, które działają! Oba testowanie przeze mnie zapachy – Citrus Fizz oraz Fresh&Fruity – są świeże i cytrusowe. Wąchając je w opakowaniu wydają się delikatne, ale rewelacyjnie maskują zapach mojego potu. Mają bardzo kremową konsystencję (ostatnio jest ona bardziej zbita bo u mnie w mieszkaniu jest zimno, ale wystarczy rozgrzać niewielką ilość między palcami by były w porządku) i nie brudzi ubrań. Mają w składzie sodę oczyszczoną dzięki czemu absorbują wilgoć. Przez właściwości sody trochę się bałam podrażnienia skóry, ale nic takiego się nie stało. Oba dezodoranty zawierają też sporo maseł i olejów. Są też bardzo wydajne, Citrus Fizz wystarczył mi na pięć i pół miesiąca codziennego używania, a zrobiłam z niego jeszcze próbki dla dwóch innych osób (też były bardzo zadowolone!). 
Szampon Petal Fresh Grape Seed & Olive Oil Moisturizing Shampoo
AKTUALIZACJA 2019 – UWAGA! PETAL FRESH JEST STACJONARNIE W CHINACH WIĘC FIRMA PRZESTAŁA SPEŁINIAĆ KRYTERIA BLOGA
Już kilka razy wspominałam, że mam spore problemy ze skórą głowy. W związku z tym w ubiegłym roku przetestowałam bardzo dużo szamponów. Część z nich oddałam po kilku użyciach bo mi zaszkodziły, inne były okej, ale bez szału, kosmetyk Petal Fresh jako jedyny przynosił ulgę. Nie wysuszył mojej skóry głowy, nie powodował wypadania włosów, swędzenia i nawrotów łupieżu. Jest to kosmetyk delikatny ale jednocześnie dobrze się pieni oraz domywa scalp i włosy. Oczywiście od czasu do czasu używam mocniejszego szamponu dla dokładnego oczyszczenia, lecz Petal Fresh idealnie się sprawdza do użytku codziennego. Zawsze go rozcieńczałam wodą, dzięki czemu był wydajny. Testowałam też inne szampony tej marki, wszystkie były fajne, ale Grape Seed & Olive Oil wygrał!


Muszę przyznać, że produkty myjące to moja ulubiona kategoria kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Oczyszczanie skóry jest w mojej opinii bardzo ważne i przez lata zauważyłam, iż odpowiednie dobranie żelu albo pianki ma spory wpływ na stan mojej cery. Z biegiem czasu zaczęłam też używać coraz łagodniejszych produktów. 
Obie pianki są genialne i najdelikatniejsze spośród wszystkich podobnych kosmetyków (testowałam sporo – chcecie wpis z porównaniem?). Są puszyste, gęste, kremowe i nie przelewają się przez palce. Nie podrażniają skóry, nie naruszają jej bariery ochronnej i nie powodują uczucia ściągnięcia cery. Idealnie oczyszczają skórę po demakijażu, dogłębnie usuwają wszystkie zanieczyszczenia. Rewelacyjnie nadają się również do porannego mycia twarzy. 
Żel do mycia twarzy Petal Fresh Acne Facial Wash Chamomile + Oatmeal

AKTUALIZACJA 2019 – UWAGA! PETAL FRESH JEST STACJONARNIE W CHINACH WIĘC FIRMA PRZESTAŁA SPEŁINIAĆ KRYTERIA BLOGA
Choć w 2018 roku zajmowałam się głównie testowaniem pianek do mycia twarzy, nie mogę nie wyróżnić żelu, który zrobił na mnie największe wrażenie! Firmy kosmetyczne przyzwyczaiły nas do tego, że prawie wszystkie żele, które są przeznaczone do cer trądzikowych są bardzo mocnymi rypaczami zdzierającymi całą barierę hydrolipidową i przesuszają skórę. Zamawiając na iHerb produkt z Petal Fresh miałam obawy, że mimo delikatnie wyglądającego składu INCI, może mieć on tak dużo nawet łagodnych detergentów, że nie będzie odpowiedni dla mnie. Na szczęście moje obawy były błędne! Żel bardzo łagodnie, lecz skutecznie oczyszcza cerę, oczywiście nie powoduje żadnego ściągnięcia. I w dodatku kosztuje jedynie ok. 20 złotych za 200 ml! Mam nadzieję, że seria produktów do pielęgnacji twarzy z Petal Fresh wejdzie do polskich sklepów. 


Płyn micelarny Isana Clean+Care 

Jest genialny! Ma bardzo krótki, prosty skład, w którym nie ma żadnych zbędnych dodatków. Zawiera też bardzo niewiele substancji pielęgnujących, ale nie oczekuję ich w produkcie, który spędza na niewielkim obszarze mojej skóry minutę, czasami przy mocniejszym makijażu dwie. Płyn bez żadnego problemu zmywa mój codzienny makijaż oczu (tusz do rzęs i jasne cienie), rozpuszczenie eyelinera Kat Von D wymaga dłuższego trzymania waciku na oku, ale micel daje sobie z nim radę. W ogóle nie podrażnia moich oczu, nawet, gdy za wiele wyleję na wacik i trochę płynu wpadnie do oka. Bardzo bym chciała, żeby Rossmann zaczął produkować go w większych opakowaniach, bo w tym momencie jest dostępny jedynie w pojemnościach 50 oraz 100 ml.
Łagodzący tonik antyoksydacyjny Clochee i Tonik. Esencja nawilżająca Resibo
Dwa cudowne toniki, które nie tylko spełniają swoją funkcję przywracania odpowiedniego pH skóry, ale też nawilżają ją i koją. Sprawiają, że cera jest miękka i odświeżona. Tonik Clochee ma standardową konsystencję wody, kosmetyk Resibo jest zdecydowanie bardziej gęsty. Oba aplikuję na twarz dłońmi, co uważam za najlepszy sposób aplikacji, ponieważ dzięki temu produkty są bardzo wydajne. 


Serum dla koneserów Asoa
Najlepszy krem na dzień, który uratował moją cerę przed zimnem na dworze i grzejącymi kaloryferami w pomieszczeniach. W zeszłym roku moja skóra bardzo źle zniosła ten czas. Serum składa się z hydrolatów (rumiankowego i kwiatów pomarańczy), masła mango oraz olejów marula, jojoba, ze słodkich migdałów i arganowego. Musiałam go wyróżnić, ponieważ genialnie poradził sobie z ochroną mojej skóry w ciężkim czasie!
Świetny lekki fluid! Wcale nie czuję go na mojej skórze (ale weźcie pod uwagę, że jestem przyzwyczajona do naprawdę ciężkich podkładów). Nakładany wilgotną gąbką Real Techniques idealnie stapia się ze skórą, daje średnie krycie i satynowe wykończenie. Bardzo mi się ten naturalny efekt podoba, ponieważ w ostatnim roku udało mi się okiełznać mój trądzik. Dobrze się utrzymuje na cerze, po całym dniu w pracy wygląda dobrze. Oczywiście się ściera, szczególnie dlatego, że mam chroniczny katar i tendencje do opieranie twarzy na ręce podczas pracy przy komputerze, ale ściera się w „ładny” sposób, stopniowo. Matowy efekt w ciągu dnia oczywiście zanika, bez pudru szybciej, ale nawet po całym dniu moja cera nie ocieka sebum. Polecam!

To tyle! Proszę, napiszcie mi, co myślicie o tych produktach i jakie wegańskie i nietestowane na zwierzętach kosmetyki najlepiej się sprawdziły u Was 🙂

Miłego dnia!
Ewa

                              

               

Zobacz też:


"http://www.happyrabbitblog.pl/2018/09/mintishoppl-lista-firm-cruelty-free.html"


SPRAWDZANIE DOSTAWCÓW – co to jest i o co w tym chodzi?

0

Gdy kilka lat temu zaczęłam się bardzo interesować tematem testowania kosmetyków na zwierzętach byłam w szoku z powodu rozmiaru dezinformacji, ukrywania i pudrowania prawdy o tym biznesie. Im więcej wiedziałam o łańcuchu powiązań firm kosmetycznych z laboratoriami, producentami surowców i wszystkich możliwościach przyczyniania się do cierpienia zwierząt, tym bardziej chciałam coś z tym zrobić. Bo dopóki na całym świecie nie będzie zakazu takich eksperymentów, będą się one odbywały i będą z nich korzystać firmy związane z branżą beauty. 
O ile temat testowania na zwierzętach leków jest skomplikowany oraz kontrowersyjny i ja nie chcę w niego tutaj wchodzić, to z każdą formą testów na zwierzętach przez firmy kosmetyczne i ich partnerów biznesowych będę walczyć. A jak z nimi będę walczyć? Przez informowanie czytelników o praktykach tych firm. 
Nie ma idealnych wyborów konsumenckich, świat nie jest ani wegański, ani ekologiczny, ani nie ma jednolitych zasad moralnych. Każdy podejmuje swoje osobiste decyzje i dlatego uważam, że konsumenci powinni mieć jak najwięcej informacji o polityce i działaniu firm. Niech bogaci w tę wiedzę sami decydują o tym, co jest zgodne z ich wartościami, a co nie. Mamy na rynku ogromny wybór i to tylko od nas zależy, jakie firmy wspieramy.
Proces dochodzenia do zakazu testowania kosmetyków na zwierzętach na terenie Unii Europejskiej był długi, tak naprawdę kolejne części tych przepisów zaczęły wchodzić w życie od 2004 roku, a oficjalnie od 11 marca 2013 roku w UE korzysta się głównie z metod alternatywnych. 
Ale co z resztą świata? Kiedyś, przez chwilę, bardzo europocentrycznie myślałam, że Europa jest tak ważną częścią świata, że wszyscy się do niej dostosują. No ale reszta świata się nie dostosowała. Nawet Parlament Europejski jakiś czas temu zauważył, że testy na zwierzętach są wciąż DOZWOLONE w 80% krajów na świecie! I są wykonywane, bo chociaż „wszystko zostało kiedyś tam, 50 lub 30 lat temu przetestowane na zwierzętach”, to teraz, w 2018 roku nadal się to odbywa. Firmy kosmetyczne działają globalnie. Pomijając w tym momencie nawet problem ich obecności na rynku chińskim, gdzie najogólniej mówiąc jest wymóg przeprowadzenia testów na zwierzętach przed wprowadzeniem kosmetyków do obrotu oraz tzw. post market testing, nawet małe rodzinne manufaktury z Polski są związane z innymi podmiotami działającymi na całym świecie. Większość składników kosmetycznych trzeba sprowadzać spoza Europy bo w naszej strefie klimatycznej się ich nie produkuje, więc marki kupują je od wytwórców z Ghany, Brazylii lub Stanów Zjednoczonych. A tam ich producenci mogą przeprowadzać lub zlecać testy na zwierzętach. Oczywiście, pewnie do Europy wysyłają nietestowane partie swoich towarów, ale ja pytam firmy, czy weryfikują całościowe działania swoich partnerów biznesowych, czy sprawdzają, czy nie przeprowadzają ani nie zlecają oni ŻADNYCH testów na zwierzętach nigdzie na świecie. A w jaki sposób mogą to zweryfikować? Jedynie poprzez odpowiednie oświadczenia dostawców. 
To, jakich partnerów biznesowych wybierają firmy, jest ich decyzją. Jeśli nawet nie zweryfikowały powiązań producentów swoich surowców z testami na zwierzętach, to skąd mają wiedzieć, czy działają oni etycznie czy nie?
Zwykli konsumenci jedynie głosują swoimi pieniędzmi na to, czy popierają decyzje tych firm, czy nie. Wywieranie nacisku na to, żeby marki kosmetyczne nie przyczyniały się do okrucieństwa jest sposobem na zmianę świata, jaki mają klienci, którym na tym zależy. Mają oni prawo zadawać pytania firmom i na podstawie odpowiedzi wnioskować, czy marki spełniają ich kryteria, czy nie. Tak długo, jak firmy będą wybierać surowce od wytwórców, którzy przeprowadzają lub zlecają testy na zwierzętach, tak długo oni będą je przeprowadzać. Po co mieliby w innym wypadku przestać? W swoich krajach mogą to robić, jest to tańsze i mają potrzebną infrastrukturę. Powiem Wam więcej – jest kilka marek, które dopiero po korespondencji mailowej ze mną zainteresowało się pochodzeniem swoich surowców. Zależy im na tym, by ich produkty nie krzywdziły zwierząt i na tym, aby nie wspierać w żaden sposób firm, które to robią, więc zaczęli ich po kolei sprawdzać. I jak się okazało w niektórych przypadkach – zmienili dostawców, ponieważ poprzedni nie okazali się w porządku. Bardzo szanuje za to te firmy. 
Wiem, że dużo wymagam od firm kosmetycznych, ale skoro jest kilkaset marek, które swoją działalnością pokazują, że można nie mieć żadnych powiązań z testami na zwierzętach, to po co mam wspierać te nie wkładające wysiłku w zminimalizowaniu możliwości na przykład kupowania surowców od podmiotów testujących? Jeśli nie zależy im na pełnej weryfikacji partnerów biznesowych a ich sumienie uspokaja to, że w ich produktach nie będzie testowanej na zwierzętach partii surowca to okej, ale ja poinformuję Was o ich decyzji i osobiście nie będę wspierać takich firm bo mam, w mojej opinii, lepszy wybór. Dla mnie ważne jest to, że firmy robią wszystko, co w ich mocy aby nie mieć żadnych powiązań z testami na zwierzętach.
Wiele firm, które nie weryfikuje producentów swoich surowców pod katem testowania na zwierzętach, nie zna więc CAŁOŚCIOWEJ polityki producentów, nazywa się markami „cruelty free”. Termin ten, tak samo jak na przykład „kosmetyk naturalny” czy „dermokosmetyk” nie jest w  żaden sposób ustalony prawnie i można go dość dowolnie interpretować. Od co najmniej 50 lat odnosi się on do testów na zwierzętach, ale każda organizacja dająca znaczki „cruelty free” i tak naprawdę każda osoba interpretuje go inaczej, zgodnie ze swoimi wartościami. Są ludzie zwracający uwagę jedynie na opisy na opakowaniach, są też tacy, którzy głębiej drążą politykę firm. Nawet każda organizacja certyfikująca firmy pod kątem testów na zwierzętach ma inne standardy i stawia inne wymagania! Ja staram się często powtarzać, jakimi zasadami się kieruję w doborze marek i nie zamierzam ich zmieniać na mniej restrykcyjne.
Wiem też, że wiele osób jest oburzona tym, że nawet firmy będące w Chinach na opakowaniach piszą, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach. I piszą prawdę. Bo testowane są próbki kosmetyku bądź jego składniki, więc akurat produkt stojący na półce w sklepie testowany nie był. Na stronach internetowych firmy też nie kłamią, powiedziałabym raczej, że oszczędnie gospodarują prawdą. Bo co oznacza „Nie testujemy na zwierzętach!”? Taki slogan znaczy jedynie, że sami nie mają swoich laboratoriów, w których odbywają się takie testy. Nie oznacza to, że nie mają powiązań z testami na zwierzętach, bo mogą je zlecać innym podmiotom, mogą wejść na rynek chiński, gdzie tylko płacą laboratorium rządowym za takie testy lub mogą kupować surowce od firmy testującej na zwierzętach.  Każdy człowiek ma inne standardy, ja moich nie zamierzam zmieniać, bo jest ogromnie wiele firm spełniających moje kryteria nietestowania na zwierzętach. Niczego mi nie brakuje, ba, te firmy mają tyle kosmetyków o wegańskim składzie, że pewnie do końca życia nie uda mi się użyć nawet połowy.
Jeśli Wy akceptujecie to, że firma przeprowadza albo zleca testy na zwierzętach, nie ma oświadczeń od dostawców surowców, które potwierdzają, że nie mają oni nic wspólnego z testami na zwierzętach lub jest na rynku chińskim to okej – nigdy nikomu nie mówię, co ma kupować, a czego nie. Chcę tylko, żebyście podejmowali własne decyzje konsumenckie świadomie i wiedzieli o praktykach przedsiębiorstw.

CZY YOPE TESTUJE NA ZWIERZĘTACH?

0

Cześć!
Zawsze ogromnie się cieszę, gdy firmy kosmetyczne zaczynają poważnie podchodzić do moich pytań związanych z różnymi aspektami testów na zwierzętach. Gdy przestają się zasłaniać europejskim  prawem, bo wierzę, że jeśli legalnie wprowadzają swoje produkty na rynek, to dyrektywa kosmetyczna jest przez nie przestrzegana. Jednak nie zapominajmy o tym, że przemysł kosmetyczny jest globalny, firmy działają w wielu krajach, składniki produktów są sprowadzane z całego świata, a 80% państw świata w różnym stopniu pozwala na testowanie kosmetyków bądź ich składników na zwierzętach.
Właśnie z tego powodu ja pytam firmy o:
  1. Nietestowanie gotowych kosmetyków na zwierzętach na żadnym etapie produkcji;
  2. Niezlecanie testów na zwierzętach innym podmiotom;
  3. Nietestowanie na zwierzętach składników produktów i niezlecanie takich testów;
  4. Sprawdzanie całościowej polityki dostawców surowców i posiadanie oświadczeń potwierdzających, że nie przeprowadzają oni żadnych testów na zwierzętach i nie zlecają żadnych testów na zwierzętach;
  5. Nieobecność na rynku chińskim (z wyjątkiem Hongkongu);
  6. Brak powiązań z firmami, które nie spełniają powyższych kryteriów 
Od firm wymagam też bardzo precyzyjnych odpowiedzi na pytania. Wiadomo,  że niektóre slogany i kwieciste zdania ładnie brzmią, ale im prościej, tym lepiej. Wtedy jest mała szansa na to, że się źle zrozumiemy oraz są mniejsze szanse na różną interpretację odpowiedzi. Niestety firmy kosmetyczne czasami „chcą dobrze”, ale przez dobór słów sprawiają, że możemy odnieść mylne wrażenie odnośnie ich powiązań z testami na zwierzętach. Dlatego właśnie myślę, że im prostsze i bardziej precyzyjne odpowiedzi odnoszące się do zadanego pytania, tym lepiej. 

Jak pewnie wiecie, w kwietniowej aktualizacji napisałam, że firma Yope nie spełnia moich wymagań, ponieważ właśnie w odpowiedzi na mojego maila dostałam jedynie marketingowe ogólniki i mało precyzyjne informacje. 

Na szczęście, jest mi bardzo miło, że mogę Wam dzisiaj napisać, iż marka Yope spełnia wszystkie opisane wyżej kryteria i uważam, że nie ma ona powiązań z testami na zwierzętach!
Niedawno wrócili do rozmowy ze mną na ten temat i wyjaśnili wszystkie nieścisłości. Korespondowaliśmy długo i w tym momencie nie mogę im nic zarzucić. Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że inne firmy pójdą za ich przykładem. 
Czy produkty Yope są wegańskie?
Zdecydowana większość z nich nie ma składników pochodzenia zwierzęcego. Na dzień dzisiejszy jedynymi wyjątkami są mydło i balsam do rąk z serii Miód i Bergamotka. 

Cyrk?

Jeszcze jedną sprawą, którą chciałabym poruszyć w związku z tą firmą są ich „cyrkowe” opakowania, o których pisałam w poście SŁONIE NA ROWERZE I TYGRYSY SKACZĄCE PRZEZ OBRĘCZ SĄ FAJNE?
Cieszę się, że marka Yope zrozumiała, że takie grafiki są słabe i od niedawna produkuje trzy kontrowersyjne linie zapachowe z innymi etykietami. Oczywiście w sklepach wciąż możecie się natknąć na stare opakowania, ale jak zostaną sprzedane, to ich miejsce będą zajmować te nowe. Jak widzicie na grafice poniżej, świeże projekty są bardzo podobne, lecz zwierzęta na nich przedstawione nie mają już tak jasno kojarzących się z męczarnią zwierząt w cyrkach dodatków. Gdyby tak wyglądały od początku, nie kojarzyłyby się tylu osobom z okrucieństwem. 

Cieszycie się z tej informacji?

Miłego dnia!
Ewa 

CZY AVON TESTUJE NA ZWIERZĘTACH?

Internet dziś zawrzał. Znana z telewizji Pani zaczęła reklamować kosmetyki Avon i ogłosiła to na Instagramie. Inna Pani znana z tej samej telewizji ogłosiła, że promowanie przez gwiazdy firm testujących na zwierzętach nie jest fajne i się zaczęło. 
Nie obserwuję żadnej z tych Pań więc pewnie nigdy bym się nie dowiedziała o sprawie gdyby nie Wy. Tak wielu wiadomości z pytaniami o jedną firmę nie dostałam chyba nigdy jednego dnia. Nie lubię pisać takich postów, ale z powodu dezinformacji i mylenia faktów w komentarzach na Instagramie stwierdziłam, że trzeba. 
Ten wpis jest tylko przedstawieniem faktów. Nie wchodzę w żadne celebrckie wojenki, nie oceniam niczyich sposobów na zarabianie pieniędzy, moralności i szczerości. Zostawmy to na boku i skupmy się jedynie na tym, czy kosmetyki Avon są wolne od testów na zwierzętach. 

Czy Avon testuje na zwierzętach?

Nie. Firma Avon samodzielnie nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach, nie ma od lat własnych laboratoriów. 

Czy kosmetyki Avon są testowane na zwierzętach?

Tak. Są dostępne m.in w Chińskiej Republice Ludowej gdzie, najogólniej mówiąc, testowanie na zwierzętach kosmetyków importowanych i sprzedawanych w tym kraju jest prawnie wymagane. Avon wprowadzając kosmetyki na rynek chiński płaci lokalnym władzom za „sprawdzenie bezpieczeństwa kosmetyków”, czyli w dużej mierze przetestowania go na zwierzętach. 
Sam Avon w swoim oświadczeniu, do którego link znajdziecie TUTAJ przyznaje: Jeśli starania się nie powiodą [chodzi o starania o uznanie danych z testów nie przeprowadzanych na zwierzętach], Avon musi przestrzegać lokalnych przepisów i przedstawić produkty do dodatkowych testów.

Czy Avon ma wpływ na testowanie swoich kosmetyków na zwierzętach?

Tak. Firmy kosmetyczne są prowadzone przez dorosłych ludzi, którzy podejmują decyzje niosące konsekwencje. Konsekwencją obecności na rynku chińskim jest testowanie kosmetyków marki na zwierzętach. Nikt nie zmuszał Avonu do wejścia do Chin, tak ogromna firma może zatrudnić najlepszych na świecie prawników i sprawdzić jakie przepisy obowiązują w tym kraju. 
Szkoda, że chęć zarobku jest ważniejsza od dobrostanu zwierząt.
Choć czterostronicowe oświadczenie firmy jest pełne pięknych słów o tym, jak złe jest testowanie kosmetyków na zwierzętach i jak bardzo się z tym nie zgadzają, fakty są jasne. Przykro mi. 
Może podobnie jak wiele innych firm myślą, że najlepszym klientem jest osoba, która widząc tak długi tekst pełny pięknych słów, nie przeczyta go dokładnie? Na 4 strony tak naprawdę tylko w jednym zdaniu piszą, że choć niby tego nie chcą, to jednak ich kosmetyki muszą być testowane na zwierzętach. 
Dodam jeszcze, że choć obecność na rynku chińskim jasno pokazuje, że kosmetyki Avon są testowane na zwierzętach, nie wiemy nic o tym, czy firma ta sprawdza, czy wszyscy producenci/dostawcy ich surowców nie przeprowadzają ani nie zlecają testów na zwierzętach. Przynajmniej ja nie znalazłam nigdzie tej informacji. Rozumiem, że w porównaniu do kwestii Chin, ta sprawa wydaje się drugorzędna, ale dla mnie jest równie ważna. W końcu w 80% krajów świata testowanie na zwierzętach kosmetyków i ich składników na zwierzętach jest nadal, w 2019 roku, legalne…
To tyle. Mam nadzieję, że teraz sytuacja jest jasna. 
Miłego dnia!
Ewa