Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Szukasz odpowiedzi na pytanie, czy MYDLARNIA CZTERY SZPAKI ma powiązania z testami na zwierzętach? W tym przewodniku prześwietlam politykę marki, sprawdzam powiązania oraz podpowiadam, gdzie kupisz ich produkty w Polsce (stacjonarnie i online).
Na podstawie wielu rozmów z Wami i wielu wiadomości z pytaniami jakie do mnie wysyłacie doszłam do wniosku, że na blogu w najbliższym czasie pojawi się wiele podstawowych informacji o statusach cruelty free popularnych w Polsce firm kosmetycznych. O wielu z nich nic nie wiem, ale jeśli wiem to w kolejnych miesiącach na blogu pojawi się dedykowany post!
Jako moją dzisiejszą „ofiarę” wczoraj w ankiecie na Instagramie (zapraszam https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/) wybraliście bardzo popularną markę makijażową Maybelline!
Tę firmę zna chyba każdy, ma ona szafę w większości drogerii. Przyjrzyjmy się szczegółom powiązań marki Maybelline z testami na zwierzętach.
Czy kosmetyki Maybelline są testowane na zwierzętach?
Tak. Kosmetyki Maybelline są sprzedawane w Chinach, gdzie testowanie na zwierzętach kosmetyków importowanych podczas rejestracji i sprzedawanych w tym kraju jest prawnie wymagane (z wyjątkiem Hongkongu, więcej informacji o regulacjach prawnych obowiązujących w Chińskiej Republice Ludowej znajdziecie TUTAJ).
Marka zna obowiązujące tam prawo, świadomie wyraża zgodę na testowanie kosmetyków Maybelline na zwierzętach oraz swoimi pieniędzmi dokłada się do systemu finansującego te testy.
Czy Maybelline testuje na zwierzętach?
Nie, firma deklaruje, że obecnie samodzielnie nie przeprowadza testów na zwierzętach kosmetyków oraz składników.
Czy Maybelline ma wpływ na testowanie swoich kosmetyków na zwierzętach?
Tak, firma zna prawo na rynkach gdzie sprzedaje swoje produkty i świadomie decyduje się na obecność tam, dzięki czemu zarabia ogromnie pieniądze. Umyślnie zgadza się aby jej produkty były tam testowane na zwierzętach oraz płaci za te testy.
Czy Maybelline weryfikuje dostawców surowców, podwykonawców pod kątem testów na zwierzętach?
Tego nie wiemy, nie znalazłam żadnych informacji na ten temat.
Czy Maybelline należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?
Tak, Maybelline należy do koncernu L’Oreal. Więcej o statusie cruelty free L’Oreal możesz przeczytać TUTAJ
Muszę Wam powiedzieć, że w ostatnich miesiącach miałam bardzo dobrą pielęgnację skóry. Udało mi się tak skomponować wszystkie elementy, by tworzyły dobrze działającą całość. Całość stosuję już 2-3 miesiące, więc mogę ocenić działanie tych kosmetyków.
Jak pewnie część z Was zauważyła, większość tych produktów przewija się u mnie przez kilka miesięcy. Dlaczego? Bo moja codzienna pielęgnacja jest w miarę stała. Nie używam co tydzień nowego kremu, nowości wprowadzam ostrożnie, pojedynczo. Tylko dzięki temu wiem co działa a co nie. Od jakiegoś czasu, po wielu nie trafionych eksperymentach w przeszłości, bardzo szanuje moją skórę, więc myślę co i w jakich konfiguracjach na nią nakładam.
Mieszana, mam problem z tłustą strefą środka czoła, nosa i okolic oraz brody z jednoczesnym przesuszeniem policzków i boków czoła. Dodatkowo jest naczynkowa, z wiekiem zauważam coraz większy problem z zaczerwienieniami i rumieniem. Widzę też coraz więcej drobnych zmarszczek i linii mimicznych, utratę jędrności.
Moim dużym problemem jest trądzik. Nie jest to już trądzik młodzieńczy lub kosmetyczny, mój ma podłoże hormonalne oraz zdrowotne. Nie chcę wchodzić głębiej w tę sprawę, ponieważ jest ona bardzo indywidualna i prywatna, ale właśnie z tego powodu nigdy nie powiem, że kosmetykami bądź zabiegami wyleczyłam trądzik. Bo jego podłoże jest w moim przypadku głębsze. Ale dzięki odpowiednio ułożonej pielęgnacji i dobrze dobranym kosmetykom mogę nie zaostrzać problemu i pomagać w gojeniu tych zmian.
Niestety przez lata miałam duże problemy z trądzikiem neuropatycznym, z efektami czego zmagam się do dziś. Niestety mam sporo przebarwień po kompulsywnym wyciskaniu nie tylko pryszczy, a każdego najmniejszego zaskórnika. Na co dzień już raczej nie mam takich problemów, niestety wciąż w niektórych bardzo stresujących okresach w życiu zdarza mi się to robić. Jeśli macie podobne problemy bardzo polecam przede wszystkim terapię psychologiczną.
PIELĘGANCJA WIECZOREM
Zacznę od niej, ponieważ to właśnie wieczorem moja pielęgnacja twarzy jest najbardziej rozbudowana i zawiera najwięcej substancji aktywnych.
DEMAKIJAŻ I OCZYSZCZANIE SKÓRY
Dokładne zmycie makijażu i oczyszczenie cery jest istotnym wstępem do pielęgnacji twarzy. Wiem, że już wiele razy o tym pisałam, lecz nie mogę znów o tym nie wspomnieć, ponieważ naprawdę nawet najlepszy krem na świecie nie będzie działał na nieoczyszczonej skórze.
Dla mnie od kilku lat najlepiej sprawdza się oczyszczanie dwuetapowe. Pierwszym krokiem jest zawsze tzw. demakijaż czyli zmycie z twarzy makijażu oraz największych zanieczyszczeń. Ja wykonuję ten krok również w dni, kiedy się nie maluję, dlatego że chcę dokładnie zmyć pielęgnację zaaplikowaną rano, filtr SPF 50, pot, sebum i wszystkie zanieczyszczenia, które przez cały dzień osiadają na skórze. Dodatkowo uwielbiam testować kosmetyki do demakijażu, to moje guilty pleasure 😉 Na szczęście moja cera w tym przypadku dobrze znosi zmiany. Ostatnio używałam dwóch ciekawych kosmetyków do demakijażu:
To bardzo ciekawy kosmetyk. Wygląda jak zwykłe „masełko” do demakijażu, mieszanka tłuszczów z emulgatorem a tak naprawdę mamy tu mieszankę maseł roślinnych (kakaowego, shea), olejów (m.in. oliwy z oliwek, rycynowego), jest tam faza wodna, gliceryna i pantenol, emulgatory (Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate) oraz delikatne detergenty (Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Lactylate).
Mam delikatne zastrzeżenia do konsystencji tego produktu. Trochę się rozwarstwił, lecz takie rzeczy się zdarzają w przypadku naturalnych kosmetyków, bo mogła na przykład zajść nagła zmiana temperatur w transporcie. Przemieszałam go zdezynfekowaną łyżeczką i od tego czasu jest okej.
Jak go używać? Ja wyciągam niewielką ilość z opakowania, roztapiam w dłoniach i masuję suchą twarz. Gdy czuję, że rozmasowałam kosmetyk na całej twarzy, stopniowo dodaję wodę, dzięki czemu tworzy się emulsja. Dobrze sobie radzi z usunięciem makijażu oraz zanieczyszczeń z twarzy i oczu. Dzięki emulgatorom letnia woda zmywa ją w 80-90%. Ja stosuję tę pastę jedynie do pierwszego oczyszczania, ponieważ wolę by drugie było troszeczkę mocniejsze. Myślę, że dla osób z cerą suchą, albo bardzo wrażliwą pasta Fresh&Natural może się świetnie sprawdzić do obu etapów (użyta dwa razy oczywiście). Nie podrażnia oczu.
Muszę przyznać, że dla mnie ten olejek jest przede wszystkim wspaniałym kosmetykiem relaksującym, ponieważ oprócz demakijażu używam go też do masażu skóry.
Jest to mieszanka olejów (z pestek winogron, sezamowego, z pestek śliwki, nasion słonecznika) z łagodnym emulgatorem (Polyglyceryl-4 Caprate) oraz dwoma ekstraktami – z wąkroty azjatyckiej oraz z ziaren kakaowca.
Olejek wspaniale rozpuszcza makijaż, dzięki swojej konsystencji i genialnemu kakaowemu zapachowi, świetnie nadaje się do masażu, daje efekt SPA.
Produkt jest naturalny, trzeba go mocno wstrząsnąć przed użyciem. Uwielbiam jego działanie, lecz nie przepadam za opakowaniem – kilka razy zacięła mi się pompka.
W styczniu wróciłam do tego żelu w pielęgnacji wieczornej i porannej i znów pamiętam dlaczego go uwielbiam! Bazuje na delikatnych detergentach – główną substancją myjącą jest bardzo delikatny Caprylyl/Capryl Glucoside, wspomagają go Sodium Cocoamphoacetate oraz łagodny surfaktant Disodium Cocoyl Glutamate. Dodatkowo w składzie znajdziemy tytułowy ekstrakt z brzoskwini, ekstrakt z owsa, łagodzącą skrobię z tapioki i nawilżającą betainę.
W mojej opinii żel bardzo delikatnie oczyszcza skórę, prawie się nie pieni. W żaden sposób nie podrażnił mojej cery nawet gdy była mocno wysuszona, nie powoduje ściągnięcia.
Jeśli mam dzień peelingu lub maseczki, zabiegi te wykonuję w tym miejscu. O dodatkowych czynnościach napiszę w osobnym poście.
TONIK
Kocham toniki. Jestem wielką fanką pryszniców tonikowych, uwielbiam je też wklepywać dłońmi w skórę.
Zwykle wybieram toniki a nie hydrolaty, ponieważ mają one w sobie składniki aktywne i działanie dobrego toniku jest widoczne. Hydrolaty niby wyrównują pH skóry (choć są różne teorie czy po dobrym środku myjącym trzeba to robić, wg mnie też dużo zależy od pH wody u nas w domu) i mają mieć jakieś właściwości rośliny z której są zrobione, lecz ja tego mocno nie zauważam. Za to hydrolaty są świetnymi bazami dla toników.
Na rynku są różne toniki – antybakteryjne, złuszczające, rozświetlające, ja się zwykle decyduje na nawilżające, ponieważ jest to zawsze dobry wstęp do pozostałych kroków pielęgnacji.
Ten tonik jest HITEM! Jego skład jest bogactwem substancji aktywnych, jest świetnie przemyślany.
Jego bazą są woda i sok z aloesu. Dalej mamy silnie nawilżające betainę, glicerynę, Sodium PCA i ksylitol, łagodzące pantenol i beta glukan, antyoksydacyjny ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego, aminokwasy, które stymulują syntezę kolagenu, elastyny, działają przeciwstarzeniowo oraz kompleks cynku, magnezu i miedzi działająco regenerująco, ochronnie.
Widzę działanie tego toniku, mocno łagodzi i nawilża skórę. Przynosił mi ogromną ulgę podczas terapii serum z 10% niacynamidem, którym przez przypadek sobie mocno przesuszyłam cerę (napiszę o tym niżej). Niestety mi się kończy i moje serduszko naprawdę krwawi. Będę tęsknić.
W ostatnich miesiącach stosowałam też tonik Czarna porzeczka & Słonecznik, o którym już Wam pisałam w listopadzie. To świetny podstawowy tonik nawilżający w dużym opakowaniu. Ma pompkę więc będzie fajny dla osób, które lubią aplikować tonik dłońmi lub wacikiem a nie brać prysznic 😉 Ma glicerynę i kwas hialuronowy, panthenol i zgodnie z nazwą serii – wyciąg z czarnej porzeczki. Nie zawiera kompozycji zapachowej.
SERUM
Zwykle wybieram taki model codziennej pielęgnacji by jej baza była nawilżająca, regenerująca, a dzięki różnym serum dostarczać skórze mocniejszych substancji aktywnych nakierowanych na rozwiązanie jakiegoś problemu.
W tym sezonie zimowym moim dużym problemem zaostrzonego trądziku hormonalnego oraz duży wysyp drobnych krost i ropnych wyprysków przez długotrwałe noszenie maseczki, tzw. maskne. Na początku sezonu grzewczego moim problemem było przesuszenie i odwodnienie cery -> w tym poście możecie poczytać jak sobie z tym radziłam. Teraz chciałam odżywić skórę i zapobiec skutkom ubocznym stosowania kosmetyków pomagających w walce z trądzikiem.
W tym sezonie królował u mnie niacynamid. Jest to genialny składnik w kosmetykach do pielęgnacji twarzy, poświęciłam mu osobny post, który znajdziecie TUTAJ.
Serum Asoa bazuje na hydrolacie manuka, dalej ma oczywiście niacynamid w stężeniu 10%, ekstrakt z drożdży, który z jednej strony ma działanie odżywcze, z drugiej antybakteryjne i przeciwłojotokowe, antyoksydacyjny wyciąg z czarnej borówki, łagodzące pantenol i alantoinę oraz matujący tlenek cynku.
Muszę przyznać, że stężenie 10% niacynamidu jest końską dawką. Ten składnik działa bardzo dobrze już w ilości pięciu procent, więc jeśli Wasza skóra jest wrażliwa, myślę, że warto zacząć od niskich stężeń. Moja skóra jest odporna lecz też czuje problemy z nawilżeniem przy codziennym używaniu tak mocnego produktu, więc podczas mojej styczniowej terapii tym kosmetykiem, stosowałam go co drugi dzień, zamiennie z silnie odżywczym serum. To rozwiązanie się sprawdziło.
Jakie efekty dało serum normalizujące Asoa? Przede wszystkim dzięki niemu wszystkie bolące hormonalne wypryski się szybciej zagoiły. Poradził sobie też z oczyszczeniem mojej brody z mocnego wysypu wyprysków po-maseczkowych. Rozjaśnił mi kilka świeżych przebarwień potrądzikowych.
Aktualnie wprowadzam retinol, więc używam słabszego serum normalizującego na całą twarz, ale ciągle go stosuje punktowo na wszystkie wypryski. Na pewno będę wracać do takiego serum, ponieważ uwielbiam działanie niacynamidu.
Bezpieczniejszą opcją dla skór wrażliwych lub jeśli nie macie doświadczenia z dużymi stężeniami substancji aktywnych będzie serum normalizujące od Resibo.
W jego składzie jest łagodząca mąka z tapioki, przeciwzapalna i antybakteryjna azeloglicyna, niacynamid, oleje z nasion czarnej porzeczki i słonecznika, ekstrakty z kwiatu lotosu, lilii wodnej i nasion owsa, nawilżający kwas hialuronowy oraz łagodząca alantoina.
Uważam, że to serum jest bardzo „bezpieczne”, robi to co ma robić wolniej ale bez komplikacji i skutków ubocznych. Ładnie wycisza wypryski, dzięki niemu skóra się mniej przetłuszcza.
Cudowne, mocno odżywcze i nawilżające serum. Ma bardzo bogaty skład, zawiera oleje z pestek śliwek, z otrąb ryżowych, słonecznika, masło shea, woski ryżowy i japoński, cudowne ekstrakty z wąkroty azjatyckiej, sosny, morszczynu i innych alg, ryżu oraz kakaowca.
Serum antystresowe cudownie koi wszystkie podrażnienia na skórze, odżywia ją i nawilża. Było dla mnie niezastąpione podczas kuracji serum z 10% niacynamidu, teraz wprowadzam retinol i tu też widzę jak świetnie pomaga w wyeliminowaniu skutków ubocznych. Jest rewelacyjne!
KREM
W mojej obecnej, zimowej pielęgnacji skóry, krem jest jej zakończeniem, jego celem jest zamknięcie całości. W tej kategorii muszę też wspomnieć o kremie pod oczy, ponieważ uważam, że jest to istotny element pielęgnacji.
W ostatnich dwóch miesiącach wieczorem na całą twarz używałam kultowy krem Garden Roses od Make Me Bio,
W składzie ma łagodzący hydrolat różany, oleje ze słodkich migdałów, jojoba, mango, makadamia, nawilżającą glicerynę, witaminę E oraz ekstrakt z kwiatów róży damasceńskiej.
Zimą lubię cięższe, bardziej treściwe konsystencje, ten krem mi to daje. Uwielbiam to jak nawilża i odżywia skórę. Myślę, że posiadacze cer suchych, dojrzałych, wrażliwych lub mieszanych mogą być z niego zadowoleni przez cały rok!
Jest to dość bogaty i gęsty krem pod oczy. Zawiera sporo olejów – z pestek moreli, słonecznikowy, marakuja, oliwę z oliwek, kokosowy, awokado, z pszenicy, arganowy, nawilżające glicerynę, kwas hialuronowy oraz sproszkowany sok z aloesu oraz świetne ekstrakty z zielonej herbaty, arniki, owsa oraz malin.
Lubię w nim to, że dobrze nawilża i odżywia skórę pod oczami. Jeśli powodem większych cieni pod oczami jest u was przesuszenie i zaniedbanie tej skóry a nie genetyka, myślę, że on może pomóc. Wygładza i lekko napina skórę pod oczami, więc myślę, że wykazuje działanie opóźniające starzenie się tych okolic.
Niestety ten krem ma jedną wielką wadę – opakowanie. Jest szklane, ma teoretycznie wygodny i higieniczny dozownik z pompką. Niestety on nie działa. Myślę, że problemem jest gęsta konsystencja kremu.
PIELĘGANCJA RANO
Należę do osób, które nie cierpią wstawać rano, lecz niestety muszę, więc moja poranna pielęgnacja jest prosta.
Istotnym elementem mojej porannej pielęgnacji jest nawilżenie skóry. Z uwagi na to, że moja cera ma tendencje do przetłuszczania się, zwykle wybieram kosmetyki o lekkiej konsystencji. Wyjątkiem jest zima, gdzie częściej zdarza mi się używać cięższych produktów, ponieważ lepiej chronią skórę przed zimnem.
W ostatnich miesiącach rano pod krem z filtrem bardzo często nakładam żel z peptydami Miya. Jest to kosmetyk mający konsystencję galaretki. Jego skład bazuje na wodzie, hydrolacie różanym, nawilżających betainie i glicerynie, niacynamidzie, przeciwzmarszczkowych peptydach, łagodzących pantenolu i alantoinie oraz wzmacniających ekstraktach z z peonii i nasion bawełny.
Booster Miya jest kosmetykiem bardzo mocno nawilżającym. Ma bardzo lekką konsystencję dzięki czemu ekspresowo się wchłania. Oprócz nawilżenia zauważyłam wygładzenie cery. Dzięki niemu robi się ona ładniejsza.
W tym roku z uwagi na pandemię i częsty home office, często stosowałam ten kosmetyk jako bazę pod krem z filtrem nawet teraz w zimie bo nie musiałam codziennie wychodzić z domu. Jeśli więcej przebywacie na zimnie poczytajcie o kolejnym kosmetyku a ten wypróbujcie późną wiosną i latem.
Od jakiś 2-3 lat jest to mój ulubiony krem na dzień gdy robi się zimno. Jest to dość prosty krem, w składzie ma hydrolaty z kwiatu pomarańczy i rumiankowy, masło mango, oleje jojoba, marula, ze słodkich migdałów oraz arganowy.
Jest to bogaty krem, który zapobiega przesuszaniu się cery, daje jej warstwę ochronną. Zostawia na skórze film, do którego świetnie przyczepia się krem z filtrem oraz makijaż. się różne podkłady. Dla mnie jest to kosmetyk typowo na jesień oraz zimę, lecz od osób mających cery suche i dojrzałe słyszałam, że też go uwielbiają przez cały rok.
KREM POD OCZY
Rano, szczególnie jeśli aplikuję makijaż, krem pod oczy jest dla mnie bardzo ważny. Głównie dlatego, że dzięki niemu większość korektorów pod oczy wygląda lepiej i nie wysuszają tej skóry.
Jest to mocno rozświetlający krem pod oczy, który ma nawilżać, wygładzać i ujędrniać skórę. W składzie ma nawilżające glicerynę oraz kwas hialuronowy, masło shea i kakaowe, oleje z awokado, pestek dyni, zielonej kawy, ekstrakty z kory albicji, granatu i aceroli oraz niacynamid.
Ten krem jest bardzo lekki, szybko się wchłania i zostawia matową warstwę pod oczami. Skóra jest nawilżona,, wygładzona.
Krem zawiera błyszczącą mikę. Drobinki mają złoty, ciepły odcień. Ten efekt jest fajny jeśli nakładam na ten krem makijaż. W dni kiedy się nie maluję bardzo uważam by go dokładnie rozetrzeć.
OCHRONA PRZECIWSŁONECZNA
Od mniej więcej dwóch, może trzech lat, staram się używać przez cały rok codziennie rano filtra SPF50. Pamiętajcie o aplikacji odpowiedniej ilości filtra! Więcej na ten temat znajdziecie np. TUTAJ.
Dlaczego warto stosować ochronę przeciwsłoneczną przez cały rok?
Przede wszystkim dlatego, że 95% promieniowania docierającego do Ziemi to UVA. Przed nim nie chronią nas chmury czy szyby, jesteśmy na niego narażeni przez cały rok i całą dobę. Promieniowanie UVA dociera do skóry właściwej i powoduje fotostarzenie się skóry oraz przyczynia się do jej nowotworów.
Zimą gdy spadnie śnieg jesteśmy jeszcze bardziej narażeni na promieniowanie UVA i UVB, ponieważ biały śnieg ma wysoki parametr albedo (stosunek natężenia promieniowania odbitego od padającego). Oznacza to, że śnieg działa podobnie do lustra i odbija ok. 70-80% promieni UV.
Jaki filtr wybrać?
W Unii Europejskiej wybierajmy kremy z jak największym faktorem SPF (ochrony przed UVB), ponieważ gdy mają znaczek UVA w okręgu, możemy być pewni, że ich ochrona przeciw UVA to co najmniej 1/3 faktora SPF. W Europie producenci jeszcze rzadko stosują oznaczenia ochrony przed promieniami UVA, czyli PPD/PA+ na kosmetykach, a większość firm azjatyckich gdzie jest to powszechniejsze nie spełnia moich braku powiązań z testami na zwierzętach. W związku z tym najlepsza opcją są produkty z SPF 50.
Jest to krem, który ma rewelacyjną, szeroko działającą ochronę. Producent deklaruje ochronę SPF 50+, PPD30, IR (podczerwienią) oraz HEV (światłem widzialnym).
Kosmetyk ma bardzo gęstą konsystencję. Zaraz po aplikacji efekt na skórze jest tłusty i lepki, lecz po 10-15 minutach u mnie się wchłania i spokojnie mogę nałożyć makijaż. Delikatnie bieli skórę, lecz ponownie – po kilkunastu minutach ten efekt ustępuje. Trzeba zwracać uwagę by go dobrze rozsmarować w okolicach brwi i włosów na twarzy, ponieważ czasami się między nimi zbiera.
Bardzo Wam go polecam jeśli szukacie bardzo stabilnego, wodoodpornego filtra dającego szeroką ochronę. Będzie świetnie chronił po mocnych zabiegach, podczas kuracji substancjami fotouwrażliwiającymi jak niektóre kwasy lub retinol.
Nigdy nie sądziłam, że będę mogła Wam polecić jakiś krem z filtrem mineralnym, ponieważ są one zwykle niekomfortowe w noszeniu, bardzo mocno bielą.
Marka Asoa w swoim nowym kremie zastosowała dyspersje tlenku cynku, dzięki czemu formuła kosmetyku nie jest bardzo tłusta i nie bielu skóry. Wchłania się w około 10 minut i można bez problemu nakładać makijaż. Lubię go używać także w dni, kiedy się nie maluje, ponieważ twarz się nie świeci, bardzo ładnie wygląda.
Asoa na swojej stronie udostępniła wyniki badań laboratoryjnych współczynnika ochrony tego kosmetyku, potwierdzające, że jego ochrona przed promieniami UVB wynosi ponad 50, a ochrona przed UVA w skali Bootsa to trzy plusy.
Jeszcze na koniec chcę Wam pokazać super naklejki, które możecie kupić w drogerii internetowej triny.pl. Jeśli nie chcecie sobie zaprzątać myśli pamiętaniem o wszystkich krokach pielęgnacji twarzy lub kolejności aplikowania kosmetyków.
W pielęgnacji twarzy mogą Wam pomóc dwa sety:
twarz, w którym znajdziecie naklejki do oznaczania kosmetyków zgodnie ich przeznaczeniem (np. tonik, SPF, krem na dzień, na noc itp)
kroki i częstotliwość – nimi możecie ponumerować kosmetyki zgodnie z kolejnością używania oraz częstotliwością.
Mam nadzieję, że post o mojej wegańskiej i cruelty free pielęgnacji twarzy Wam się przydał!
Dajcie znać jak Wy dbacie o skórę i co myślicie o tych produktach.
Po tym jak kilka miesięcy temu opublikowałam listę wegańskich i cruelty free podkładów, wiele osób pytało o korektory. Ta lista musiała chwilę poczekać na swoją kolej ale już jest!
Żadna z niżej wymienionych firm nie ma powiązań z testami na zwierzętach, spełnia moje oraz stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa wymagania cruelty free, czyli:
Nietestowanie gotowych kosmetyków na zwierzętach na żadnym etapie produkcji;
Niezlecanie testów na zwierzętach innym podmiotom;
Nietestowanie na zwierzętach składników produktów i niezlecanie takich testów;
Sprawdzanie całościowej polityki dostawców surowców i posiadanie oświadczeń potwierdzających, że nie przeprowadzają oni żadnych testów na zwierzętach i nie zlecają żadnych testów na zwierzętach;
Nieobecność na rynku chińskim (z wyjątkiem Hongkongu);
Brak powiązań z firmami, które nie spełniają powyższych kryteriów
Wpis powstał dzięki wsparciu moich Patronów i Patronek na Patronite! Na https://patronite.pl/HappyRabbit możesz do nich dołączyć 💓
W związku z tym, że w lutym mam urodziny przygotowałam dla Was „promocję” na Patronite. Każda osoba, która do końca lutego wesprze https://patronite.pl/HappyRabbit od progu 5 zł otrzyma:
ściągę z grafikami wszystkich firm cruelty free w Rossmannie
ściągę z grafikami wszystkich firm cruelty free w Hebe
ściągę z grafikami wszystkich wegańskich korektorów
dostęp do do grup dla Patronek i Patronów na Facebooku, gdzie można zadać każde pytanie, udzielam indywidualnych konsultacji, możemy głębiej dyskutować o statusach firm itp.
Serdecznie Was zapraszam do śledzenia działalności Happy Rabbit na Instagramie – https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/. Publikuje tam sporo list i infografik oraz dużo stricte kosmetycznych treści.
Odkąd kilka lat temu brytyjska marka Makeup Revolution podbiła europejski i polski rynek kosmetyczny, nie zliczę ile razy otrzymałam pytania „Czy Makeup Revolution testuje na zwierzętach?”. Przez lata odpowiadałam, ze nie wiem, ponieważ w różnych źródłach pojawiały się odmienne informacje, a w głównym źródle, z którego czerpie informacje o zagranicznych firmach, czyli Logical Harmony, MUR było długo na liście oczekującej.
A jaka jest sytuacja Makeup Revolution w 2021 roku? Czy jest cruelty free?
Firma Makeup Revolution niedawno została zweryfikowana przez największe niezależne źródło amerykańskich i ogólnoświatowych firm cruelty free, czyli Logical Harmony!
Nie, żadne kosmetyki produkowane firmę nie są testowane na zwierzętach ani przez firmę ani na jej zlecenie.
Firma Makeup Revolution niedawno została zweryfikowana przez największe niezależne źródło amerykańskich i ogólnoświatowych firm cruelty free, czyli Logical Harmony!
Czy kosmetyki Makeup Revolution są sprzedawane w Chinach?
Nie, żadne produkty firmy nie są sprzedawane stacjonarnie na rynku chińskim.
Firma produkuje wiele kosmetyków i akcesoriów w Chinach lecz produkcja w tym kraju nie wiąże się z obowiązkowymi testami na zwierzętach. To stacjonarna sprzedaż na rynku chińskim niesie takie konsekwencje. Więcej na ten temat możecie przeczytać TUTAJ.
Czy Makeup Revolution należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?
Nie, Makeup Revolution nie zostało wykupione przez żaden koncern.
Czy kosmetyki Makeup Revolution są wegańskie?
Nie wszystkie, lecz firma oferuje wiele wegańskich opcji.
W świecie internetowego „świadomego” dbania o włosy równowaga PEH jest jednym z najważniejszych elementów. Wiem, że dla wszystkich włosomaniaków ten temat jest dobrze znany i nie potrzebują podstawowego wyjaśnienia tego skrótu, lecz wielu odbiorców bloga nie jest mocno zagłębiona w „włosing”, więc razem z triny.pl pomyśleliśmy, że taki post będzie pomocny.
Zawansowanym włosomaniaczkom i włosomaniakom też polecam lekturę, ponieważ pokażę Wam kilka fajnych wegańskich i cruelty free odżywek i super naklejki ułatwiające wybór produktów w trakcie mycia włosów!
PEH to skrót od nazw trzech podstawowych składników, których dostarczenie jest istotne w pielęgnacji włosów – protein, emolientów i humektantów. Zgodnie z teorią równowagi PEH najlepsze efekty pielęgnacyjne osiągniemy gdy dostarczymy włosom składniki z tych trzech grup w odpowiedniej proporcji.
Niestety nie ma tu prostych rozwiązań i sposobu pielęgnacji dla wszystkich. Trzeba testować i sprawdzać co lubią i jak reagują nasze włosy. Te potrzeby są zależne od grubości włosów, porowatości lub fryzury jaką chcemy osiągnąć. W mojej opinii warto mieć świadomość jakie funkcje pełnią różne składniki w kosmetyku i jak wpływają na włosy.
PROTEINY
Nasze włosy składają się głównie z protein. Przodującym białkiem jest keratyna. W pielęgnacji włosów proteiny pomagają w regeneracji włosów, w zależności od rozmiaru cząsteczki wykazują możliwości naprawienia niewielkich ubytków w strukturze włosa albo pokrywają go warstwą ochronną.
Gdy dostarczamy włosom za mało protein stają się one bardzo obciążone, strączkują się. Jeśli przesadzimy z ilością kosmetyków proteinowych może dojść do tzw. przeproteinowania. Wtedy włosy się mocno puszą, wyglądają na bardzo suche oraz zniszczone i są nieprzyjemne w dotyku. W walce z przeproteinowaniem może pomóc umycie włosów mocnym szamponem i wczesanie odżywki emolientowej.
Proteiny możemy podzielić albo ze względu na wielkość cząsteczki, albo pochodzenie.
Dość szczegółowy podział protein ze względu na ich wielkość znajdziecie na blogu Anwen (klik). Tak w skrócie możemy wyróżnić:
PROTEINY WIELKOCZĄSTECZKOWE pełniące funkcję ochronną, nadbudowujące się na włosach. Do tej grupy możemy zaliczyć większość protein roślinnych (m.in. Wheat Protein, Oat Protein, Soy Protein) i proteiny zwierzęce (m.in. Elastin, Collagen, Silk, Milk Protein)
PROTEINY HYDROLIZOWANE to białka poddane reakcji hydrolizy, mają mniejsze cząsteczki dzięki czemu mogą naprawić małe uszkodzenia łuski włosów i je uelastycznić. Do tej grupy należą wszystkie proteiny, roślinne i zwierzęce, których nazwa zaczyna się od słowa „hydrolyzed” (np. hydrolyzed keratin, hydrolyzed wheat protein).
AMINOKWASY mają najmniejsze cząsteczki przez co najgłębiej wnikają w strukturę włosów. Są hydrofilowe, więc mają skłonność do łączenia się z wodą. Wiele aminokwasów w zależności od produktu może mieć pochodzenie, mogą być wegańskie bądź odzwierzęce. Informacji o ich pochodzeniu najlepiej szukać na opakowaniu produktu (np. deklaracji o wegańskim składzie) lub dopytać producenta. Najczęściej spotykane aminokwasy to Arginine, Proline, Serine, Cysteine, Valine, czasami już po nazwie wiemy, że są roślinne np. Wheat Amino Acids lub Soy Amino Acids.
W tym poście, w każdej kategorii będą królować odżywki Anwen, zaczęłam je testować gdy tylko marka została zweryfikowana przez nasze Stowarzyszenie Kosmetyki Bez Okrucieństwa jako niemająca powiązań z testami na zwierzętach i jestem zachwycona!
Firma oferuje jedną wegańską odżywkę proteinową – jest to wersja Zielona Herbata. W tym kosmetyku czuć działanie protein. Najczęściej używam ją jako pierwszej odżywki przed myciem włosów w metodzie OMO, ładnie dodaje włosom objętości, ładniej wyglądają i mój skręt (2a/2b) wygląda lepiej. Stosuję ją co 3/4 mycia.
W ostatnim czasie spróbowałam też intensywnie regenerującą maskę do włosów z proteinami pszenicznymi i olejem żurawinowym od GoCranberry. Tutaj te hydrolizowane proteiny pszeniczne są częścią dość ciężkiej emolientowej formuły. Z jednej strony to może być minus, ponieważ działanie tych protein nie jest mocne. Z drugiej emolienty dobrze równoważą cały kosmetyk i nawet używając jej 3 razy z rzędu nie przeproteinowała moich włosów. Świetnie mi się sprawdzała przed ścięciem włosów na bardzo zniszczonych końcówkach. Dzięki niej były wygładzone i wyglądały na zdrowsze. Teraz trochę mi obciąża włosy.
EMOLIENTY
W pielęgnacji włosów emolienty to wszystkie tłuszcze dodane do kosmetyków – oleje, masła, alkohole tłuszczowe, silikony, woski itp. Zadaniem emolientów jest tworzenie warstwy ochronnej na włosach, zamykają w nich wodę, domykają całą pielęgnację. Dzięki nim włosy są wygładzone, miękkie oraz dociążone. Emolienty są najważniejszymi składnikami w pielęgnacji włosów. Zauważcie, że w sklepach właściwie nie ma odżywek bez nich.
W sklepach znajdziemy zarówno odżywki typowo emolientowe jak np. Emolientowa Róża od Anwen lub jagodowa odżywka do włosów w kostce z firmy Auna, lub emolientowe z dodatkami humektantów (o nich niżej) i protein. W przypadku takich „mieszanych” odżywek musimy je testować i sprawdzać jaki dają efekt na naszych włosach, ponieważ czasami te dodatki są tam w małej ilości i ich zadaniem jest np. jedynie poprawa konsystencji produktu.
Gdy dostarczamy włosom za mało emolientów stają się one sianowate, pojawia się puch, wydają się suche i zniszczone. Jeśli stosujemy za dużo emolientów, włosy robią się obciążone i się strączkują. Metodą na pozbycie się tego efektu jest zastosowanie odżywki z proteinami bądź humektantami (w zależności od preferencji włosów).
Jednymi z najpopularniejszych odżywek emolientowych są produkty z marki Anwen. W ostatnich miesiącach używałam dwie z nich – Emolientowy Irys rekomendowany do włosów o średniej porowatości oraz Emolientową Różę, którą producent zaleca do włosów wysokoporowatych. Lubię te odżywki, obie spisują się u mnie świetnie – wygładzają i dociążają włosy. Do niedawna Róża była moją ulubioną, ponieważ genialnie radziła sobie z ujarzmieniem moich zniszczonych końców, lecz w grudniu drastycznie skróciłam włosy (ok 15 cm) i nie mam już zniszczeń, ba, teraz mogę powiedzieć, że moje włosy skłaniają się ku średnio a nawet niskoporowatych, więc wersja różana je trochę za bardzo obciąża. Aktualnie wolę Irysa.
W tej kategorii chcę Wam też polecić dwa produkty z serii GoCranberry od Nova Kosmetyki. Odżywka do włosów WYGŁADZENIE oraz maska KURACJA REWITALIZUJĄCA składowo wyglądają na odżywki emolientowo humektantowe, ponieważ mamy w nich pantenol oraz glicerynę pod koniec składu, lecz u mnie ich działanie jest typowo emolientowe. Może to dlatego, że składy obu bazują na alkoholach tłuszczowych oraz maja sporo olejów. Obie dobrze dociążają, chronią i wygładzają włosy. Podobnie jak w przypadku Anwen – gdy moje włosy byly zniszczone wolałam maskę, teraz bardziej mi pasuje lżejsza odżywka.
HUMEKTANTY
Wyżej pisałam już o odżywieniu i ochronie włosów, trzecim bardzo istotnym filarem ich pielęgnacji jest nawilżenie. Właściwości nawilżające mają substancje należące do grupy humektantów, są to składniki dobrze wiążące wodę.
Najczęściej spotykane humektanty to gliceryna (glycerin), sok aloesowy (aloe barbadensis leaf juice), kwas hialuronowy (hyaluronic acid), mocznik (urea) lub sorbitol (sorbitol).
Jeśli wasze włosy różnie reagują na dodatek humektantów w pielęgnacji, czasami się po nich puszą, poczytajcie np. tutaj o tzw. punkcie rosy, ponieważ warunki atmosferyczne również wpływają na wygląd naszych włosów.
Fajnym sposobem nawilżenia włosów jest, zamiast stosowania odżywek z dużą ilością humektantów, postawienie na mgiełki nawilżające np. pod olejowanie. Taką mgiełką może być nawilżający tonik do twarzy, który nam się nie sprawdził albo glutek z siemienia lnianego, można też zrobić DIY mgiełkę z wody i cukru, wody i syropu klonowego albo innych półproduktów. Jeśli stawiacie na takie domowe produkty, pamiętajcie by zrobić ilość na jedno użycie lub dodajcie odpowiednią ilość konserwantu.
Mogę Wam polecić dwie odżywki, które mają dużo humektantów i czuć to nawilżające działanie. Pierwszą jest Ajurwedyjska odżywka do włosów – Jaśmin i migdałecznik z firmy Orientana. Jest mocno nawilżająca, dzięki niej włosy wyglądają na zdrowe i błyszczące. Dodatkowo ma sporo emolientów, gęstą i bogatą konsystencję dzięki czemu idealnie dociąża włosy i zmniejsza ryzyko puchu.
Jestem też bardzo zadowolona z odżywki Nawilżający Bez od Anwen! Pomijając przepiękny zapach, ten kosmetyk też ma świetny balans, bazą jest alkohol tłuszczowy, dalej mamy humektanty oraz wygładzające skrobie. Zwykle używam jej jako odżywkę przed myciem metodą OMO. Cudownie nawilża włosy, są miękkie, lśniące. Fun fact – ma w składzie ekstrakt z cebuli 😉
Po co się w to bawić? Nie wystarczy mi jedna odżywka?
To zależy od rodzaju i potrzeb włosów. Układanie swojej pielęgnacji pod równowagę PEH jest ciekawe i dzięki temu można uzyskać świetne efekty. Powyżej opisałam co się może dziać z włosami gdy mają niedobór lub nadmiar poszczególnych typów składników co może być wskazówką jakiej odżywki użyć. Są na rynku fajne odżywki, tzw. PEHowe, zawierające wszystkie trzy typy substancji. Znam kilka osób u których taki wariant się sprawdza, ponieważ nie mają czasu, chęci lub ochoty na wejście głębiej we włosing. Sądzę, że najważniejsze jest poznanie potrzeb swoich włosów i dobranie pod nie indywidualnie produktów, które lubią, nie u każdego kombinowanie się sprawdzi.
Miewam takie okresy w życiu gdy dbanie o włosy schodzi na dalszy plan i wtedy często sięgam po odżywki PEHowe, czasami używam ich zamiennie z odżywką emolientową.
Uważam, że marka Yope ma w ofercie dwie świetne odżywki, które mają i emolienty, i proteiny, i humektanty. Pierwszą z nich jest Mleko Owsiane a drugą Orientalny Ogród. Sądzę, że Mleko Owsiane jest lżejszą odżywką, czuje działanie protein lecz kiedyś używałam jej przez kilka tygodni przy każdym myciu i nie przeproteinowała mi włosów. Orientalny Ogród jest bardziej emolientowy, mocniej dociąża i wygładza włosy.
Komu by się chciało to wszystko pamiętać?
Doskonale rozumiem, że nie nie każdy chce się tego uczyć, więc muszę Wam pokazać super naklejki na kosmetyki, które przygotował sklep triny.pl!
W pielęgnacji włosów mogą Wam pomóc dwa sety:
włosy, w którym znajdziecie naklejki do oznaczania kosmetyków zgodnie z równowagą PEH, produkty do stylizacji fal i loków, kroki w metodzie OMO itp
kroki i częstotliwość – nimi możecie ponumerować kosmetyki zgodnie z kolejnością używania oraz częstotliwością.
Naklejki są wodoodporne i nie odklejają się od kosmetyków trzymanych na wannie lub pod prysznicem.
Gdzie znajdę więcej szczegółowych informacji o pielęgnacji włosów?
Niacynamid, czyli amid kwasu nikotynowego jest formą witaminy B3. W ostatnim czasie jest to bardzo popularny składnik w kosmetykach do pielęgnacji twarzy. Jego dobra sława zapewne wynika z wszechstronnego zastosowania – w zależności od stężenia lub składników towarzyszących może wykazywać różne działanie.
Według wielu źródeł, niacynamid jest składnikiem bardzo dobrze tolerowanym przez wiele skór. W różnych formułach kosmetyków może działać korzystnie dla wszystkich typów cery, nie tylko tłustych. Dodatkowo ta forma witaminy B3 dobrze się zgrywa z innymi składnikami w kosmetykach, najlepsze działanie wykazuje w produktach mających pH ok 5 – 6 i stężeniach 2-5%. Na liście znajdziecie produkty o stężeniach nawet 10 lub 15 procent, które będą intensywniej działać na skórę, lecz mogą wywoływać podrażnienia u osób mających cery wrażliwe. Z uwagi na to, że niacynamid jest surowcem rozpuszczalnym w wodzie, często jego wysokie stężenia możemy znaleźć w bardzo lekkich kosmetykach – serum, esencjach bądź tonikach. Ważne jest by na takie produkty aplikować kosmetyki fazą olejową, na przykład kremy.
Często się mówi o tym, że nie powinniśmy łączyć niacynamidu z witaminą C w formie kwasu askorbinowego, jednak umiejętne łączenie preparatów z tymi składnikami w rytuale pielęgnacyjnym nie powinno być problemem, informacje na ten temat znajdziecie np. na stronie Paula’s Choice lub w języku polskim na stronie Anne Marie.
– jest antyoksydantem, więc chroni przed powstawaniem wolnych rodników i tym samym wspomaga pielęgnację przeciwstarzeniową,
– pomaga w walce z przebarwieniami i wyrównuje koloryt skóry,
– stymuluje produkcje ceramidów oraz innych składników wzmacniających warstwę lipidową naskórka,
– spłyca drobne powierzchniowe zmarszczki,
– pomaga w zwężeniu i poprawie wyglądu porów skóry,
– ma działanie antytrądzikowe, reguluje wydzielanie sebum,
– pobudza syntezę kolagenu.
WEGAŃSKIE I CRUELTY FREE KOSMETYKI Z NIACYNAMIDEM:
Wiele osób poleca serum Niacinamide 10% Zinc 1% od The Ordinary. Jest to jeden z najpopularniejszych kosmetyków z niacynamidem. Wiem, że sporo z Was szuka alternatyw dla produktów robionych przez marki DECIEM ze względu na ich powiązania z Estee Lauder (wszystko przeczytacie TUTAJ) więc w tym zestawieniu znajdziecie kilka podobnych serum od firm niemających powiązań z testami na zwierzętach.
Jak używać serum z wysokim stężeniem niacynamidu?
Ostatnio dostałam wiadomości od dwóch osób, które kupiły serum z 10% stężeniem, zaczęły używać codziennie na całą twarz i zaobserwowały ogromne przesuszenie. Moja skóra jest dość odporna lecz też czuje problemy z jej nawilżeniem przy codziennym używaniu, ponieważ są to bardzo mocno działające kosmetyki.
Przygotowałam kilka porad, które mogą pomóc uniknąć skutków ubocznych:
✔️ Zacznij od niższego stężenia. Jeśli nigdy nie stosowałe/aś kosmetyku z niacynamidem i nie wiesz jak twoja skóra na niego reaguje to sprawdź najpierw produkty ze stężeniem 2 lub 5%
✔️ Używaj serum tylko punktowo na wypryski lub okolice z przebarwieniami
✔️ Stosuj serum co kilka dni, raz, dwa lub trzy razy w tygodniu w zależności od preferencji skóry, a w pozostałe dni zadbaj o pielęgnację nawilżającą
✔️ Nie pozwól serum zaschnąć na skórze i całkowicie się wchłonąć, nałóż krem zaraz po aplikacji serum. To troszeczkę zmniejszy jego moc ale pomoże w prewencji skutków ubocznych
✔️ Dodawaj kilka kropli serum do porcji standardowego kremu nawilżającego
Nowy rok rozpoczynamy nową serią na blogu. Co kilka tygodni postaram się publikować moje opinie o różnych wegańskich i cruelty free kosmetykach do makijażu. Mam nadzieję, że takie recenzje kolorówki będą dla Was przydatne.
W tym zestawieniu znajdziecie recenzję świetnego pudru, naturalnego drogeryjnego podkładu, bardzo popularnego korektora, pięknego eyelinera oraz pomady do brwi!
Oczywiście wszystkie omawiane kosmetyki mają wegański skład i ich producenci spełniają kryteria braku powiązań z testami na zwierzętach Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa.
Puder ryżowy Eveline Wonder Match to rewelacyjny puder matujący i utrwalający makijaż. Dobrze mi się go używa z różnymi podkładami (Eveline Wonder Match, Lirene Natura, Hean Camouflage, PuroBIO Sublime Drop Foundation oraz BB Cream). Trzeba tylko uważać na ilość, gdy nałożymy za dużo, łatwo może zostawić białą warstwę i za mocne matowienie. W rozsądnej ilości daje świetny efekt.
Korektor Conceal & Define od Makeup Revolution to słynny w social mediach i blogosferze kosmetyk. Ma duże krycie, jest bardzo trwały na skórze pod oczami. Według mnie na mocno nawilżającym kremie wygląda pod oczami dobrze i nie przesusza skóry, na lekkim kremie lub żelu może wyglądać sucho. Utrwalam go zwykle moim ulubionym pudrem pod oczy – Fair z Ben Nye. Dodatkową zaletą tego korektora jest ogromna gama kolorystyczna.
Naturalny eyeliner INKME w odcieniu NUT ma przepiękny złoty, błyszczący kolor. Jest świetnie napigmentowany, można nim zrobić widocznie złotą kreskę oraz dobrze się utrzymuje na oku. Zamiast pędzelka ma cienki gumowy aplikator. W mojej opinii ma jedną wadę – trochę za mało produktu się nakłada na pędzelek, przez co robienie kreski trwa dłużej.
Jeśli szukacie wegańskiego naturalnego drogeryjnego podkładu dostępnego w największych sieciach – Rossmannie, Hebe itd, myślę, że warto wypróbować podkład rozświetlający Lirene Natura. Mimo nazwy produktu, w mojej opinii efekt rozświetlenia można stopniować pudrem, ja mam cerę mieszaną z tendencją do przetłuszczania na czole i wokół nosa, i u mnie się to sprawdza. Podkład daje średnie krycie, bez pudru spore rozświetlenie, ilością i sposobem aplikacji pudru można uzyskać nawet naturalnie matowy efekt na kilka godzin. Myślę, że może podkreślać rozszerzone pory. Moje dzięki serum z kwasami i serum z niacynamidem są obecnie mało widoczne, lecz zauważyłam, że podkład Lirene Natura czasami podkreśla niedoskonałości. A jak z jego trwałością? U mnie ładnie wygląda przez około 8 godzin, więc do pracy się sprawdza. Jego zaletą jest też to, że w porównaniu do innych naturalnych podkładów jakie ostatnio testowałam, dość dobrze się utrzymuje pod maseczką.
To jedyna naturalna i wegańska pomada do brwi od marki spełniającej kryteria braku powiązań z testami na zwierzętach Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa jaką kojarzę. Ja mam odcień 03, ciemny i chłodny brąz. Pomada jest bardzo gęsta i kremowa. Jest świetnie napigmentowana. Moje brwi są gęste, mam dużo długich włosków więc nie mam potrzeby mocnego wyrysowania całego łuku. Używam pomady (lub kredki albo barwionego żelu) tylko po to by je przyciemnić i wypełnić 2 ubytki. Myślę jednak, że nie będzie problemy by nią mocniej wyrysować brwi. Zauważyłam, że prawdopodobnie z powodu naturalnego składu troszeczkę dłużej zastyga na brwiach niż kosmetyki konwencjonalne, ale jak już zastygnie, nie widzę problemów z jej trwałością.
Dajcie znać jakie wegańskie i cruelty free kosmetyki do makijażu sprawdzają się u Was!
Deciem oraz ich linia produktów The Ordinary to w ostatnich latach jedna z najpopularniejszych firm kosmetycznych. Specjalizują się w produkcji kosmetyków do pielęgnacji twarzy (choć ostatnio wypuszczają też linie o innym przeznaczeniu) zawierających nowoczesne składniki o udowodnionym naukowo działaniu i wysokich stężeniach.
Wiele z Was pyta czy The Ordinary jest cruelty free? Czy Deciem testuje na zwierzętach? W tym poście znajdziecie wszystkie informacje i wyjaśnienie sytuacji tej firmy.
Nie. Żadne kosmetyki produkowane przez Deciem: linie The Ordinary, NIOD, Hylamide, The Chemistry Brand, Abnomaly, Loopha oraz HIF nie są testowane na zwierzętach ani przez firmę ani na jej zlecenie.
Marka została zweryfikowana przez największe niezależne źródło amerykańskich i ogólnoświatowych firm cruelty free, czyli Logical Harmony!
Czy kosmetyki Deciem / The Ordinary są sprzedawane w Chinach?
Nie, żadne produkty firmy nie są sprzedawane stacjonarnie na rynku chińskim.
Stacjonarna sprzedaż kosmetyków w Chinach kontynentalnych wiąże się ze zgodą firmy na testowanie ich produktów na zwierzętach. Więcej aktualnych informacji na ten temat znajdziecie m. in TUTAJ.
Czy Deciem / The Ordinary należy do koncernu mającego powiązania z testami na zwierzętach?
I tu zaczynają się problemy wielu osób z tą marką.
Deciem nie została wykupiona w całości przez żaden koncern mający powiązania z testami na zwierzętach lecz w 2017 roku Estee Lauder wykupił 28% udziałów marki.
W 2021 roku EL zapowiedziało zwiększenie swoich udziałów do 76%, a w ciągu 3 lat wykupić całość marki.
Czy Deciem / The Ordinary jest cruelty free?
Nie ma jednej oficjalnej definicji cruelty free, każdy może definiować ten termin zgodnie z własnymi kryteriami.
Wiem, że wielu z Was nie chce finansowo wspierać koncernów mających powiazania z testami na zwierzętach jak Estee Lauder, ja również unikam takich marek. Każdy musi indywidualnie przemyśleć czy chce wspierać takie firmy swoimi pieniędzmi.
Wiele produktów The Ordinary ma alternatywy od firm bez takich powiązań, które w najbliższym czasie pokażę Wam w nowej serii postów na Instagramie – https://www.instagram.com/happyrabbit_blog/.
Mam nadzieję, że post o powiązaniach Deciem / The Ordinary z testami na zwierzętach Wam się przydał!
Grudzień i styczeń to u mnie zwykle miesiące zdominowane przez pielęgnację ciała. Długie pachnące kąpiele, peelingi oraz regularne wcieranie olejków i balsamów. W tym okresie dużą wagę przywiązuje do zapachów używanych kosmetyków.
Postanowiłam we współpracy z drogerią internetową triny.pl przygotować wpis o wegańskich i cruelty free kosmetykach mających zimowe zapachy, ponieważ wiem, że wiele z Was szuka takich produktów albo do własnego domowego SPA, albo jako prezentów świątecznych. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie, produkty podzieliłam na nuty zapachowe aby każdy mógł łatwiej znaleźć ideał!
Pierwszy aromat, jaki mi przechodzi do głowy, gdy myślę o zimowych i świątecznych zapachach w kosmetykach to przyprawy korzenne. Od cynamonu, przez goździki, imbir, gałkę muszkatołową, kardamon, anyż i szafran po wanilię.
W tej kategorii zapachów muszę zacząć od zimowej serii Yope. Marka co rok wypuszcza magiczne serie zapachowe, które umilają zimowe wieczory.
Zacznę od Zimowego Ponczu, którego zapach jest ciepły, otulający, według mnie głównie korzenny z nutą słodkich owoców. Na razie mam tylko rewelacyjny żel pod prysznic, który nie wysusza skóry. Można nim też zrobić intensywnie pachnącą kąpiel z dużą ilością piany, wystarczy wlać go więcej do wanny!
Kolejną zimową serią Yope, która ma korzenne nuty zapachowe, jest zeszłoroczna linia Zimowe Ciasteczka. Dostępne są jeszcze mydło do rąk i balsam do ciała.
W tym roku w kuchni mam naturalne mydło w płynie, które pachnie jak imbirowo cynamonowe kruche ciastka. Pięknie! Dodatkowo tak jak przy wszystkich mydłach i żelach Yope, jest delikatne dla skóry i jej nie wysusza, ponieważ mimo nazwy nie są to zasadowe mydła a żele z delikatnymi detergentami. Często używam ich też jako żeli pod prysznic bądź płynów do kąpieli, świetnie się sprawdzają w tej roli.
Mistrzem korzennych zapachów jest dla mnie puszysty mus do ciała CYNAMON Z WANILIĄ od Mydlarni Cztery Szpaki. Ma on idealne otulające połączenie aromatu cynamonu z delikatną wanilią. Dodatkowo zapach się długo utrzymuje na ciele!
Mus jest dobrze napowietrzonym połączeniem olejów i maseł o konsystencji bitej śmietany. Zawiera odżywcze i natłuszczające masła i oleje takie jak m.in. masło shea, oleje lniany, jojoba, rzepakowy i witaminę E. Mimo olejowej formuły jest dość lekki i szybko się wchłania, pozostawiając na ciele przyjemną warstewkę i dużo zapachu.
Genialnie pachnie również mydło w płynie KORZENNA KOLA z Mydlarni Cztery Szpaki. Według mnie pachnie jak Coca-Cola z przyprawą piernikową – CUDOWNIE!
Obawiałam się formuły tego produktu, ponieważ z jednej strony ma delikatne detergenty – Cocamidopropyl Betaine i Decyl Glucoside a z drugiej zmydlone tłuszcze. Ja nie używam klasycznych mydeł, ponieważ przez wodorotlenki sodu bądź potasu, mają one zasadowe pH, które nie służy mojej skórze. Ten kosmetyk jest jakby w połowie żelem a w połowie mydłem.
Używam go od jakiegoś czasu, nie zaobserwowałam żadnego przesuszenia skóry, które po klasycznych mydłach czuję od razu. Niestety nie mam w domu profesjonalnego pHmetra, więc nie sprawdzę jaki ma odczyn, na razie działa dobrze i dla jego bajecznego zapachu na pewno zużyje do końca tę butelkę.
Kto nie kocha zimą zapachów pomarańczy i mandarynek? Możemy je też znaleźć w wielu kosmetykach. Często przełamane ziołami bądź przyprawami korzennymi dają cudowne doznania!
Kosmetyk bazuje na olejach z pestek winogron, słodkich migdałów i argonowym. Dobrze odżywia skórę i zapobiega ucieczce wody z naskórka. Nadaje się też do masażu!
Jakie owoce kojarzą Wam się z jesienią i zimą? Mnie przychodzą do głowy śliwki, jabłka, gruszki, wiśnie oraz żurawina!
Zdecydowanie zimowym hitem jest dla mnie żurawinowy balsam do ciała firmy Mokosh. Jego aromat to niebo – jest idealnie słodko żurawinowy.
Balsam ma świetną jedwabistą konsystencję, która szybko się wchłania i rewelacyjnie nawilża ciało. To w połączeniu z długo wyczuwalnym zapachem daje mi luksusowy efekt SPA.
W składzie kosmetyku znajdziemy oleje makadamia, jojoba, ze słodkich migdałów, żurawinowy, oraz arganowy, nawilżające glicerynę i kompleks z ksylitolu.
Jest to peeling solny złożony z soli bocheńskiej oraz zabłockiej, które zawierają dużo minerałów, do tego ma oleje z pestek śliwki, z pestek moreli i jojoba oraz nawilżającą glicerynę. Jest to peeling dość mocny, ale jeśli nie macie bardzo delikatnej skóry bądź ran (przez sól może piec) to polecam, bo zapach szalenie mi się podoba!
Inne kosmetyki z nutami zapachowymi zimowych owoców:
Muszę przyznać, że kakao, miód, kawa, orzechy i czekolada to moje ulubione zapachy i dlatego zostawiłam je na koniec!
Czy może być coś lepszego od balsamu do ciała, który pachnie jak NUTELLA? Nie jestem pewna. Uwielbiam regenerujący orzechowy balsam do ciała od Fresh&Natural i za zapach idealnego połączenia orzechów aromaty orzechów i masła kakaowego i za działanie.
Balsam szybko się wchłania, zostawiając warstwę ochronną na skórze, która według mnie nie jest tłusta albo lepka. Genialnie nawilża, odżywia i regeneruje skórę. W składzie jest masło kakaowe, masło shea, oleje z pestek winogron, ze słodkich migdałów, arganowy oraz pantenol. Brzmi ciężko, lecz konsystencja tego balsamu przypomina bardziej piankę, mus albo bitą śmietanę.
Bardzo mi się spodobała kolejna propozycja z zimowej serii limitowanej YOPE – Zimowy Rarytas. Ten zapach jest złożony, ale najbardziej mi pasuje do tej kategorii. Czuję tam nuty masła, kakao, bakalii. Jest intensywny, otulający i słodki, jak świąteczny deser. Trzeba powąchać, by się przekonać. Ja stosuje świetny żel pod prysznic Zimowy Rarytas, gównie do kąpieli z pianą. Sprawdza się rewelacyjnie.
Znów, jak co roku, zbliżają się święta więc tak jak rok temu nadszedł czas na listę wegańskich i cruelty free kosmetycznych świątecznych zestawów prezentowych!
Muszę zaznaczyć, ze rok temu było ich około 80 a tym razem mamy ponad 320! Trzysta dwadzieścia! Patrzcie ile się zmieniło w ciągu roku!
Jeśli chcecie komuś zrobić prezent zgodny ze swoimi wartościami albo szukacie pomysłu na prezenty dla wegan ze swojego otoczenia, ta lista może się Wam przydać. Są na niej gotowe zestawy świąteczne zawierające wegańskie kosmetyki od firm, które nie mają powiązań z testami na zwierzętach.
Znalazłam zestawy makijażowe, do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów, kąpieli, świeczki. Mamy prawdopodobnie WSZYSTKO! Jest z czego wybierać.
Żadna z niżej wymienionych firm nie ma powiązań z testami na zwierzętach, spełnia moje oraz stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa wymagania cruelty free, czyli:
Nietestowanie gotowych kosmetyków na zwierzętach na żadnym etapie produkcji;
Niezlecanie testów na zwierzętach innym podmiotom;
Nietestowanie na zwierzętach składników produktów i niezlecanie takich testów;
Sprawdzanie całościowej polityki dostawców surowców i posiadanie oświadczeń potwierdzających, że nie przeprowadzają oni żadnych testów na zwierzętach i nie zlecają żadnych testów na zwierzętach;
Nieobecność na rynku chińskim (z wyjątkiem Hongkongu);
Brak powiązań z firmami, które nie spełniają powyższych kryteriów
Zacznę od chwili autopromocji, ponieważ w tym roku we współpracy z triny.pl stworzyłam świetny zestaw prezentowy, który oczywiście zawiera same wegańskie kosmetyki!
Wybrałam produkty, które pomogą poprawnie oczyścić i nawilżyć skórę oraz będą pasowały do większości typów skóry!
Może być świetnym prezentem dla Twojej mamy, siostry, przyjaciółki, dziewczyny, chłopaka, żony bądź męża. Albo dla Ciebie bo Twoja skóra też zasługuje na świetne produkty. Zestaw jest dostępny TUTAJ.